2019/04/04

(8/8) Wyobraź sobie... [DM/HG] [HARRY POTTER] [T][Z]

Zdrada, przekleństwo, długi i w końcu „Chcesz... bym urodziła ci syna?” Jednak na decyzję, która mogła okazać się najlepszą lub najgorszą, jaką kiedykolwiek podjęła Hermiona, zaważyła chęć zemsty.
AUTOR: Eirawen || TŁUMACZ: Rzan.
ZGODA: JEST|| FANDOM: Harry Potter
AIRING: Draco/Hermione;
[Draco/Hermiona, Dramione, Draco Malfoy/Hermiona Granger]
GATUNEK: dramat/romans, 18+
TEMATYKA: Zaaranżowane małżeństwo, problemy rodzicielskie, ciąża/dzieci, rozwój postaci 
OSTRZEŻENIA: poronienie, wątpliwa zgoda, jawne i za zgodą sytuacje seksualne, przekleństwa, zdrada
BETA: Arcimonia i Arcanum

Tekst 27.03.2019 zniknął z ff - było to spowodowane negatywnymi komentarzami nt. błędów w nim zawartych. Autor planuje go zedytować - możliwe, że i ja wtedy to zrobię :)


MAMY TO! Wierzycie, że od roku nie czytałam nic, co nie wiązało się z samorozwojem? Życie realne było zbyt intensywne i czasochłonne. 
Ten tekst był wymagający zarówno sceny łóżkowe, jak i humor, czy bardziej życiowe tematy. I wiecie co? Momentami żałowałam, że się za niego zabrałam, ponieważ stracił przez to dla mnie swoją magiczność, którą miał na początku. Ale jest, nie chciałam go porzucać, tym bardziej, że to dla mnie największe przedsięwzięcie 100k po ang.

Ten rozdział, a w sumie epilog chciałam zadedykować paru osobom:
1) Ukochanej Vixen — myślę o Tobie, zaczynam pisać wiadomość, ale ją usuwam, bo mi wstyd, że tak długo milczałam. Wiem jednak, ze gdy będę potrzebowała, to zawsze znajdę u Ciebie radę, wysłuchanie i ramię do wypłakania :*
2) _Mece_ i Vinci dziękuję, że byłyście, dopingowałyście i czekałyście. Że rozumiałyście i nie naciskałyście, a wspierałyście. Tacy czytelnicy to skarb!!
3) Kochanym betom Arci, Arcum i hope — te kobiety odwaliły kawał dobrej roboty — mimo tego, że tekst czytałam parę razy to i tak wynajdowały każdą literówkę, przecinek, czy głupi błąd ortograficzny, typu „ktury"lub „jóż" ;) Cierpliwie poprawiały, czytały, dyskutowały i tłumaczyły. I motywowały! Dzięki dziewczyny, bez Was tego tekstu by nie było!:*
4) Tobie, drogi Czytelniku, również chciałam podziękować. Dziękuję, że jesteś, czytasz, a gdy Ci się spodoba to polecisz i skomentujesz. Za każde słowo wypowiedziane na temat tłumaczenia oraz mnie. 

DZIĘKUJĘ, że byłas_eś razem ze mną uczestnikiem tej przygody


________________________________________


epilog
Feniks
10. rok małżeństwa


Poniedziałek, 8 stycznia
Miłość pojawia się pod wieloma postaciami. Mimo tego, że potrafi nas niespodziewanie zaskoczyć, przychodzi, przybierając różne formy i zawsze, zawsze sprowadza się do jednego — wręczasz wtedy drugiej osobie koszyk wypełniony nadziejami, pragnieniami, marzeniami, potrzebami, opieką, strachem, ale przede wszystkim swoim zaufaniem. I pełen nadziei czekasz, aż w zamian dostaniesz kosz pełen ich własnych uczuć.
Hermiona nie chciała oddać ani swojego koszyka, ani serca, by ktoś ponownie je roztrzaskał.
Miłość jednak, jak zdążyła zauważyć, oznaczała, że musiała dać szansę i zaufać Draco w tym, że gdy oddawał jej całego siebie, naprawdę tak było.
Minęło ponad sześć miesięcy, odkąd obdarzyła go zaufaniem i zobaczyła, że zależy mu na tyle, by mógł wrócić do jej życia. Na początku, kiedy oddali się pożądaniu i wybrzmiały słowa „kocham cię”, dalej czekała, aż Draco wbije jej nóż w plecy. Miała wrażenie, jakby przez wiele tygodni chodziła na paluszkach i dopiero po tym czasie, pozwoliła sobie poczuć stabilność jej odnowionej rodziny. Najczęściej puszczała w niepamięć ostatnie lata, więc teraz wieczorami przytulali się z Draco na kanapie, gdzie wraz z dziećmi oglądali film.
Westchnęła, mocniej wtulając się w ciepłe ciało męża. Na ustach błąkał się jej mały uśmiech, gdy przyglądała się, jak Rei płakała, obserwując narodziny małego słoniątka.
Pożar odcisnął na niej mocne piętno i — co zrozumiałe — przez wiele tygodni dręczyły ją koszmary. Dalej od czasu do czasu budziła się z ich powodu. Hermiona noc po odzyskaniu przez Draco przytomności zapytała go, jak udało mu się tak szybko odnaleźć Aurelię. Uzyskała bardzo spokojną odpowiedź, że to dzięki bransoletce, którą podarował córce na urodziny. Miała na sobie czar, który pozwalał im natychmiast ją zlokalizować, bez znaczenia, gdzie była.
Prawie udusiła Draco pod siłą swojego uścisku i niekończących się łez. Jej córeczka żyła tylko dzięki jej mężowi. Rei nigdy nie kochała tak mocno ojca, jak po tych zdarzeniach. Była wdzięczna, że wrócił do ich życia.
— Film się skończył, czas do łóżek — powiedziała miękko i jednocześnie stanowczo Hermiona. Dzieci zupełnie jak na zawołanie równo jęknęły, niemniej i tak posłusznie wstały, wychodząc i kierując się do swoich pokoi.
Ogień zniszczył całe skrzydło dworu, które musiało zostać zbudowane od podstaw, więc rodzina przeniosła się tymczasowo do mniejszego domu. Od początku pomiędzy małżonkami trwały gorące debaty o to, jak zmodyfikować plany, by zamiast jednego skrzydła, powstały z pomysłu Draco dwa. Hermiona sprzedała swój dom i razem kupili nowy — większy od poprzedniego, ale i tak mniejszy od dworu. Udało im znaleźć go w niedalekiej odległości do szkoły dzieci, jak i przejścia na Pokątną.
— Nie powiem, czekałem, aż Rei zacznie się wykłócać o jeszcze pół godziny — cicho skomentował Draco, przeczesując nową grzywkę Hermiony, która odpowiedziała na to tylko krótkim śmiechem. Doskonale wiedziała, dlaczego Rei dziś tak posłusznie udała się do łóżka. Wstała i pomogła też to zrobić Draco, mówiąc:
— Nie uwierzysz, w jakie wpadła tarapaty u Molly…
________________________________________

Piątek, 23 stycznia

Hermiona westchnęła i oparła głowę o swoje przedramiona. Zmęczona, zirytowana i trochę samotna leżała na ich wspólnym łóżku.
Minął tydzień. Cały, calusieńki tydzień od czasu, gdy go widziała. Zostawił ją z dwójką dzieci. Wiedziała, że tak się stanie, wiedziała, że ją zostawi, mimo tego, co razem przeszli, jednak świat nie kręcił się tylko dookoła nich. Co dziwne, tęskniła za nim. Czuła jakby brakowało jej części ciała, zupełnie jakby straciła swoje dominujące ramię. Nie wiedząc, co z sobą zrobić, starała się trzymać swojej codziennej rutyny, czekając, aż jej mąż wróci, a wraz z nim spokój. Czekała prawie tak samo, jak jej córka i powoli czuła, że niedługo zwariuje, gdy usłyszy od niej chociaż jeszcze jeden raz: kiedy tatuś wróci z delegacji? To pytanie było zadawane prawie co godzinę przez ostatni tydzień… Jak dobrze, że Hermiona miała chwilę wytchnienia podczas pobytu dzieci w szkole. Cieszyła się, że Draco był w końcu kimś ważnym dla Rei i kochała spędzać czas ze swoim ojcem, ale te ciągłe pytania to dla niej za dużo. Tak samo jak momenty, gdy Aurelia wpadała w długi monolog, planując, co będzie robić z ojcem, gdy ten wróci.
Hermiona ponownie westchnęła. Kochała swoją córkę, uwielbiała to, że mała pragnęła ciągle przebywać z ojcem, ale jeżeli jeszcze jeden raz będzie musiała odpowiedzieć jej, że tatuś będzie przed piątkową kolacją…
Jęknęła już na samą myśl o tym. Karanie Rei za to byłoby złe, z drugiej jednak strony Aurelia ignorowała każdą prośbę Hermiony o niezadawanie już tego pytania.
Gdy naszła odpowiednia godzina, pojechała po dzieci i przywiozła je do domu, po czym natychmiast uciekła z salonu do sypialni, udając, że nie słyszała pukania do drzwi, kiedy rozpoznała, że stoi za nimi Aurelia. Kermit mógł się nimi zająć, wiedział, że jeśli pojawi się jakichś duży problem, natychmiast miał ją powiadomić.
Ból głowy, który zwiększał się z każdą chwilą, a zaczął już podczas pracy, wcale nie pomagał.
Musiała przysnąć, ponieważ obudził ją radosny krzyk córki, który odbijał się od ścian. Mogła sobie tylko wyobrazić, jak głośny był na dole, skoro obudził ją, śpiącą na piętrze.
— Tatuś wrócił. Tatuś wrócił! — krzyczała i słysząc zmianę oraz głośność tonu jej głosu, Hermiona doszła do wniosku, że musiała biec.
Wstawała, przecierając oczy. Powoli zeszła po schodach i zatrzymała się na korytarzu, widząc, że Draco nie dał nawet rady wejść do domu, a już stał się centrum uwagi Rei. No i Leo z tego, co zdążyła wywnioskować.
Drzwi były szeroko otwarte, ukazując idealną scenę pod zdjęcie. Draco na ganku szeroko się uśmiechał i unosił Aurelię, z którą kręcił się teraz dookoła siebie. Już po kilku chwilach leżeli na ziemi, przewróceni przez siłę, z jaką wpadł na nich Leo. Aurelia głośno się śmiała, widząc, jak ojcu udało się złapać Leo i uniemożliwić mu jakikolwiek ruch, dzięki czemu bez problemu mógł poczochrać mu czuprynę. Chłopiec też się śmiał, próbując przekrzyczeć Rei i się uwolnić.
— Tatoo! — krzyknął, przeciągając, by zaznaczyć, swój sprzeciw. Rei słysząc to, tylko bardziej się roześmiała, jednak rzuciła się na ojca, próbując pomóc bratu. Nie zastanawiając się, zaatakowała jego najsłabszy punkt — zaczęła łaskotać go pod pachami, powodując, że szarpnął się gwałtownie, wypuszczając Leo i tym samym pozwalając mu uciec.
Hermiona nie mogła się powstrzymać i sama się roześmiała, przez co jej rodzina zaprzestała zabawy, rozglądając się za źródłem śmiechu. Malfoy posłał jej szeroki uśmiech, a już po chwili zamienił się on w złośliwy wyraz twarzy, który sugerował, że coś planował. Powoli nachylił się w stronę dzieci i coś wyszeptał.
Właśnie wtedy Hermiona zorientowała się, w co się wpakowała.
Spojrzenia, które posłały jej dzieci, widziała już wcześniej u Draco. Nie mogła wyjść z podziwu, jak jej pociechy przez tak mały gest stały się kopią swojego ojca. Wyczuwając niebezpieczeństwo, cofnęła się o dwa kroki. Jej ciało przeczuwało, że zaraz będzie w sytuacji: uciekaj albo walcz.
— Na nią! — usłyszała, jak krzyknął Draco.
Towarzyszyły temu radosne piski dzieci, przez co Hermiona przyspieszyła. Odwracając się, skierowała się do kuchni. Skręcając za rogiem, zyskała parę cennych sekund, pozwalających jej na zniknięcie. Krzyki dochodzące z dworu zagłuszyły dźwięk aportacji. Po chwili pojawiła się za mężem, który nie miał jeszcze szansy, by wstać i pobiec za nią z taką samą szybkością i entuzjazmem, co ich dzieci.
Zamarł, słysząc trzask czaru i czując za sobą czyjąś obecność. Zanim zdążył się ruszyć, Hermiona objęła go swoimi ramionami, z uśmiechem mówiąc:
— Mam cię!
Draco odwrócił głowę, kładąc ręce na dłonie żony.
— Oszukistka — powiedział, mrużąc oko.
Hermiona zaśmiała się, chowając twarz w jego plecy, dalej jednak słuchając, jak dzieci szukają jej w całym domu.
— Tęskniłaś za mną? — zapytał Draco.
— Wydaje mi się, że nasza córka tęskniła bardziej — odpowiedziała, nie unosząc głowy, wdychając jego zapach. Przez chwilę cieszyli się momentem spokoju, wsłuchując się w zaskoczone głosy dzieci, które wołają ją, nie mogąc znaleźć.
— Tato! — krzyknął Leo.
— Zaraz tu będą — ostrzegł ją Draco, na co Hermiona lekko klepnęła go w ramię.
— Myślisz, że nie mam planu B?
Leo pojawił się przed nimi dość nagle. Słowa zamarły mu w gardle, gdy dostrzegł matkę, stojącą za ojcem.
— Tutaj jesteś! — powiedział z ekscytacją i błyskiem w oku. W jego głosie dało się słyszeć zdeterminowanie. Hermiona zaśmiała się, zaglądając przez ramię Draco. Kiedy Leo zrobił pierwszy krok w jej kierunku, zacisnęła dłonie na bokach męża i pociągnęła go w tył.
— Cofnij się — powiedziała. — Bo, bo, bo… bo przez przypadek twój ojciec może dostać!
Leo zamarł, nie do końca wiedząc, co powinien zrobić.
— Och, tak, użyj mnie jako żywej tarczy — skarcił Draco, próbując odzyskać równowagę, mimo tego, że Hermiona dalej się cofała, pociągając go z sobą.
— Oczywiście — powiedziała pewnie, jednak nie spodziewała się ataku z tyłu. Poczuła, jak uginają się pod nią kolana, przez co zaczęła tracić równowagę. Upadła na rabatę, gdzie pieczołowicie pielęgnowała kwiaty.
Jakby tego było mało, nie puściła Draco, więc wylądował na niej, przyciskając ją do ziemi.
— Ał — jęknęła. Draco roześmiał się i zsunął się z niej. Spojrzał na Hermionę, a na jego twarzy widać było zarówno radość, jak i troskę.
— Wszystko w porządku? — zapytał, próbując się ponownie nie roześmiać.
Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć, Rei bez skrupułów wskoczyła na leżącą kobietę.
— Mam cię! — zawołała, śmiejąc się z nieszczęścia matki.
Wystarczył uśmiech na zarumienionej twarzy córki i chichot Leo, by Hermiona zapomniała o bólu, który poczuła przy upadku. Sama radośnie się uśmiechnęła, wyciągając ręce w zapraszającym geście. Aurelia długo nie czekała, by przytulić mamę. Kolejna chwila i Leo również znalazł się w jej objęciach. Draco ze spokojem na twarzy obserwował całą scenę. To właśnie w tych momentach, czuł, że rodzina jest najważniejsza, a wspomnienia, które z nimi tworzył, zachowywał blisko swojego serca, by przypominać je sobie przez nadchodzące lata, które miał nadzieję spędzić z żoną u boku.

________________________________________

Czwartek, 2 lutego

Żadne relacje nie są idealne, nawet te, w których jest się zakochanym. Zgadza się, że oboje lepiej się rozumieli, a dzięki temu łatwiej było zirytować lub zranić tę drugą osobę, gdy ich kłótnie przybierały na sile. Kiedy osiągały apogeum i nie mogli już na siebie patrzeć, sięgali po najcięższe argumenty.
Bolało. Nawet nie tyle sam atak, co wyraz twarzy ukochanej osoby po usłyszeniu nieprzyjemnych słów.
W takich momentach milkli nagle, intensywnie się w siebie wpatrując i ciężko oddychając. Wycofywali się, oddychali, powoli wypuszczając powietrze i przepraszali.
Czasami prowadziło to do kolejnej potyczki, ponieważ wiedzieli, że słowa, które wybiorą, ponownie zranią, więc cały proces zaczynał się od nowa, aż w końcu jedno z nich miało wszystkiego dość i po prostu łapało za kark, przyciągnąło do siebie i mocno całowało. Lub wychodziło z pokoju, by ochłonąć. Lub jeszcze mocno się całowali i zmieniali pozycję na horyzontalną.
Nie kłócili się zbyt często, ale wystarczył zapalnik, by wybuchnęli. Zupełnie jak teraz, pomyślała gorzko Hermiona, w złości wyrywając chwasty w tylnym ogrodzie. Znowu się spierali. Nawet kochające się małżeństwo nie mogło obyć się bez tego. Wyglądało, jakby zachodziła jakaś chemiczna reakcja z długo rozwijających się czynników. Prawda, nie kłócili się już tak, jak wcześniej, ale jednak dalej się to zdarzało. To był nieistniejący fakt i nawet biorąc pod uwagę wszystko to, co przeszli, po dziesięciu latach ich małżeństwa, dalej się awanturowali.
Jaki tym razem był powód?
Draco chciał kolejne dziecko.
A ona…
Hermiona z uporem ciągnęła za kolejny chwast. Palcami rozgrzebała ziemię dookoła korzenia i wyrwała go. Nie wiedziała, co powinna sądzić o pomyśle Draco. Oficjalnie była chętna, zwłaszcza że Draco tak bardzo nalegał na kolejne dziecko, ale wtedy przypominała sobie, jak kiepskimi rodzicami okazali się dla pierwszej dwójki, dlatego nie chciała ryzykować i zaatakowała Draco. Sytuacja pomiędzy Aurelią i jej ojcem mocno się poprawiła od czasu pożaru i przeprosin, a Leo powoli zaczynał się uczyć, że rodzice byli teraz zespołem i nie mógł już próbować wywinąć się z kłopotów u jednego rodzica dzięki pomocy drugiego. Wcześniej Hermionę doprowadzało do szaleństwa to, że wielokrotnie nie zgadzała się na zachciankę syna, a on dzień czy tydzień później dostawał to od ojca. Właśnie takie sytuacje powodowały ich kłótnie, jednak Draco dość szybko zrozumiał, że to nie była właściwa droga i natychmiast zmienił swoje nastawienie, współpracując tutaj z Hermioną — tamtej nocy doprowadziło to do cudownego seksu i niezapomnianej nocy.
Hermiona mimo wszystko pragnęła w rodzicielstwie stabilności i normalności, jednak chyba najważniejsze dla niej było, by ich związek dalej się rozwijał tak jak dotychczas, zanim dołożą do tego kolejne dziecko i wszyscy ponownie wrócą do pierwszych kroków. Wiedziała, że narodziny kolejnego dziecka w tym momencie spowoduje zakłócenie równowagi, którą w końcu znaleźli. Nie mogła przestać wyobrażać pesymistycznych scenariuszy, które pojawią się z kolejnym dzieckiem. Myślała o tym, jak wspólny front, który teraz trzymali, wpłynie na to, jak dzieci przyjmą nowonarodzone rodzeństwo. Ciekawe czy kolejna dziewczynka sprawi, że Aurelia będzie zazdrosna o drugą córkę, szczególnie o to, że nigdy nie doświadczy odrzucenia i braku uwagi ojca, czego wcześniej ona sama doznała. Hermiona wiedziała, że druga córka nie będzie miała podobnego dzieciństwa co Aurelia — wiedziała, że Draco nie zachowa się w stosunku do niej tak, jak wcześniej do Aureli.
Czy to zaboli Rei lub stanie się problemem, gdy to zrozumie?
No i jeszcze Leo. Dzięki temu, że tak dobrze znała swojego syna (to naprawdę miniatura Draco…), zauważyła, że Leo ostatnio wykazywał swoją zazdrość, gdy ojciec spędzał więcej czasu z jego siostrą niż z nim. Nie zdarzało się to często, ponieważ kiedy Draco bawił się z Leo, zapraszał do zabawy również Rei i wspólnie rozdzielał swoją uwagę na ich dwójkę. Niemniej jednak, kiedy nadchodził czas tylko taty i jego córeczki, a Leo zajmował się sobą, to dokładnie w tym momencie pragnął ojca tylko dla siebie. (I wcale nie po to, by czas ojciec-córka zmienił się na ojciec-syn).
Pytaniem „a co, jeśli…” dotyczącym jej syna było to, czy Leo zacznie nienawidzić nowego rodzeństwa z powodu zazdrości o monopolizację czasu ich rodziców.
Tak czy inaczej, Hermiona była rozdarta. Wyżywała się w ogrodzie, gdy poczuła za sobą czyjąś obecność.
— Nie przeproszę — powiedział cicho Draco, siadając na murku. — Nie jestem ślepy. Wiem, że jedyną rzeczą, która nas powstrzymuje to twoje obawy o nasze metody wychowawcze przy kolejnym dziecku, ale, Hermiono, musisz przecież wiedzieć, że każde dziecko to nowe doświadczenia. To, co sprawdzało się przy jednym, może nie do końca zdawać egzamin przy drugim i nawet jeżeli nie do końca do tej pory nam wychodziło, to zrobiliśmy spore postępy… Uda nam się.
Założył kosmyk włosów za ucho, odsłaniając tym samym jej profil. Była zarumieniona z wysiłku i od słów ich syna. Automatycznie wyrywała chwasty, chcąc się jak najszybciej ich pozbyć.
— Rozmawiaj ze mną, ‘Miona. Powiedz mi, co dokładnie sprawia, że jesteś tak przeciwna?
Bez słowa kontynuowała pielenie, aż Draco złapał ją za dłonie. Westchnęła, ale i tak na niego nie spojrzała.
— Posiadanie kolejnego dziecka nie wymaże przeszłości, Draco. Ona dalej tu jest, nieważne co zrobimy. Może wzajemnie sobie wybaczyliśmy, nasze małżeństwo stało się prawdziwe i mamy dwójkę dzieci, które nie miały stabilnego i udanego dzieciństwa, jakie powinniśmy im zapewnić. Nie chcę narażać kolejnego dziecka na…
— Wiesz, że teraz tak nie będzie. Nie jesteśmy już dwójką samotnych rodziców, nauczyliśmy się współpracować tak, jak powinniśmy od samego początku. Chcę kolejne dziecko. Chcę zrobić to dobrze.
— A co z Rei i Leo? — dopytywała się Hermiona, wyrywając ręce z jego uścisku i wstając. — Co, kiedy podrosną na tyle, by zrozumieć, że ich dzieciństwo nie było tak cudowne jak młodszego rodzeństwa? Znienawidzą nas? Czy Rei będzie nienawidziła cię za to, że od samego początku będziesz kochał jej młodszą siostrę? Czy Leo zacznie być zazdrosny i zły, ponieważ dłużej nie będzie jedynym męskim potomkiem Malfoyów i, uwaga, przestanie skupiać się tylko na nim? — Jej twarz wykrzywiła się w zmartwieniu. Dłońmi potarła zmęczone oczy. — Jest tyle „a co, jeśli”, tyle negatywnych możliwych zakończeń… Dlaczego nie możesz być szczęśliwy z tymi dziećmi, które już mamy?
Draco obserwował stres, który odczuwała Hermiona i który emanował wręcz z całej jej postawy. Każda decyzja wpływała na to, co miało stać się w przyszłości.
— Hermiona… Będziemy po prostu żyli każdym dniem po kolei i wiem, że współpracując, możemy uniknąć wszystkich tych „a co, jeśli”, które kołaczą ci się w głowie. Nie mówią, że chcę dziecko od jutra, już, natychmiast. Nawet nie mówię, że musimy mieć kolejne dziecko, po prostu podrzuciłem pomysł, możliwość, ponieważ tym razem chcę mieć szansę doświadczyć tych wszystkich rzeczy, które powinienem jako ojciec. Powinienem być przy każdej wizycie u lekarza, czuć i widzieć, jak dzieci rosną w tobie i jak je rodzisz. Powinienem pomóc ci, kiedy miały koszmary, abyś mogła się wyspać. Powinienem być ciągle obok i cieszyć się z ich pierwszych prób raczkowania, pierwszych kroków i pierwszych słów. — Draco zatrzymał się na moment, przymykając oczy i ponownie się skupiając. — Tak, jak mówię, jestem otwarty na kolejne dziecko, jeżeli też byś je chciała. Znasz moje powody, a ja rozumiem twoje obawy. Jeżeli zdecydujesz, że nie, to zostawię temat, ale jeśli powiesz tak… — westchnął, a Hermiona zauważyła w jego oczach iskrę nadziei. — Tobie zostawiam decyzję, czy ten pomysł zmieni się w rzeczywistość — zakończył.
Draco przysunął się bliżej, chowając twarz w jej włosach i głęboko wdychając jej zapach. Mocno pocałował ją, po czym odsunął się i odwrócił, wracając do domu.

________________________________________



Czwartek, 16 lutego, 16:38

— I wujek Harry powiedział mi, że kiedy ciocia Ginny urodzi, będę mogła pomóc im z dzieckiem, ale to znaczy, że będę musiała często u nich być. Mogę, mamo? Proooooszę — zapytała Aurelia, tańcząc dookoła wyspy w kuchni, zatrzymując się dopiero za Hermioną, która mieszała zupę na późny obiad. Kiedy nie otrzymała odpowiedzi, pociągnęła ją za spódnicę, chcąc zwrócić na siebie uwagę. — Mamo? — zapytała ponownie, tym razem już bardziej zniecierpliwiona.
Hermiona popatrzyła na nią i z uśmiechem, lekko skinęła, powodując tym samym, że Aurelia aż zapiszczała z radości. Kobieta prowadziła wewnętrzną debatę o przyszłości swojej rodziny i o tym, czy dodatkowy członek, który nie będzie Weasleyem, powinien powiększyć jej grono.
W kuchni nagle zapadło milczenie i Hermiona zerknęła przez ramię, by sprawdzić, czy wszystko było w porządku. Aurelia wpatrywała się w nią wzrokiem, który Hermiona dość często widziała w lustrze, gdy sama zastanawiała się nad czymś ważnym.
— Mamo… mogę mieć siostrę? — zapytała słodko. Widząc, że jej mama odpowiedziała tylko niezrozumiałym wzrokiem, szybko dodała: — Mogę się nią opiekować. Znaczy, mogę ją karmić i pomagać zmieniać pieluchy, i nauczę ją jak się poprawnie samej ubrać, i jak się bawić lalkami…
Tym razem Hermiona musiała się roześmiać. Jej dzieci zawsze obiecywały, że jeśli chodzi o odpowiedzialność, zrobią więcej, niż tak naprawdę będą robiły. Uwielbiała je za to. Widząc, jak jej mama się śmieje, Aurelia rozpromieniła się.
— Więc mogę? — zapytała ponownie.
Hermiona odłożyła łyżkę i podeszła do córki, opierając łokcie na blacie wyspy. Dzięki temu jej twarz znajdowała się na poziomie wzroku córki.
— A co, jeżeli będzie to braciszek? — zapytała. Oczy Aurelii szeroko się otworzyły, ale Hermiona jeszcze nie wiedziała, czy z ekscytacji, czy z przerażenia.
Cisza znowu zapanowała w kuchni, gdy dziewczynka przetwarzała tę informację.
— Ale, ale… nie można, nie wiem, wybrać? — wysapała w końcu, zupełnie jakby posiadanie drugiego brata była najgorsze, o czym mogła pomyśleć. Wygląda na to, że braciszek nie był zgodny z planem Aureli.
Hermiona parsknęła krótko i zaprzeczyła ruchem głowy.
— Nie, kochanie. Kiedy mówimy o dzieciach, to rodzice nie mogą wybrać, czy jest to chłopiec, czy dziewczynka.
— Jeżeli rodzice nie mogą, to siostry mogą! — zadecydowała Aurelia.
Hermiona ponownie z rozbawieniem pokręciła głową. Uwielbiała dziecięcą logikę.
— Nikt nie może. To wszystko zależy od dołu twojego taty.
Aurelia ponownie przystanęła, by przeanalizować to, co mówiła jej mama i zmieniła całkowicie jej wiedzę na temat tego, co już wiedziała o dzieciach. Zaskoczyła matkę krótkim skinieniem głowy i wybiegnięciem z kuchni. Hm… Hermiona spodziewała się, że usłyszy więcej dziecięcej logiki. Słuchała, dokąd pójdzie i wywnioskowała, że Aurelia skierowała się do gabinetu Draco.
— Tato — zaczęła powoli mała i Hermiona już wiedziała, co planowała zrobić.
Po dźwięku szelestu jakiś papierów domyśliła się, że Draco odłożył dokumenty, by móc spojrzeć na córkę.
— Tato, czy możesz powiedzieć swoim spodniom, że chcę siostrzyczkę? Nie braciszka.
Hermiona wyobraziła sobie, jaką minę zrobił Draco i usilnie próbowała zdusić swój własny śmiech.
— O czym ty mówisz, Aurelio? — zapytał.
— Mama powiedziała, że nikt inny tylko twoje jeansy, mogą zdecydować o płci dziecka. Więc czy możesz porozmawiać ze swoimi spodniami, by dały mi siostrzyczkę? Proszę… proszę, proszę, proszę, proszę!
Draco usłyszał nagły wybuch śmiechu w kuchni. Ponownie spoglądając na córkę, zaczął powoli rozumieć, o czym ta mówi.
— Rei, chodzi o geny, nie spodnie. Geny — te w twoim DNA, a nie o materiał ubrania.
— Och… — powiedziała dziewczynka, zupełnie jakby wiedziała o czym, mówił do niej ojciec. Draco naprawdę powinien się spodziewać kolejnego pytania. Zdecydowanie zbyt długo uchylali się od tej rozmowy.
— Tatooo… A skąd się biorą dzieci?
Słysząc ponownie śmiech, a tuż po nim pospieszny ruch i trzask tylnych drzwi. Cholerna kobieta. Opuścić go w potrzebie…
— Em… — zaczął niezdarnie, patrząc na wyczekującą odpowiedzi córkę. — Hm…
Nie mogąc znaleźć odpowiednich słów, zaczął mieć nadzieję, że zaraz coś się stanie i uratuje go z tej sytuacji. Oczywiście nic z tych rzeczy nie miało miejsca, więc dalej próbował złożyć odpowiednie zdanie, wyjaśniając w delikatny i zapewne niezręczny sposób o bocianach i kapuście.

________________________________________


Czwartek, 16 lutego, 21:23

Hermiona rzuciła na podnóżek poduszki. Po drugiej stronie łóżka Draco strząchnął swoją, po czym położył się i przykrył.
— Twój dzisiejszy ruch był okrutny i poniżej pasa — powiedział swojej żonie, gdy ta się kładła i spiorunował ją wzrokiem.
Hermiona bez cienia skruchy wyszczerzyła zęby i wzruszyła ramionami, zupełnie jakby chciała powiedzieć „i co w związku z tym”? Draco pokręcił głową, ale sam nie mógł powstrzymać uśmiechu, który cisnął mu się na usta, obserwując kobietę. Była przed czterdziestką, ale dalej wyglądała dobrze i przez całe ich małżeństwo zachowała swój złośliwy humor. Aż w końcu stała się cała jego. Rozmowa, którą rano odbył z córką i psotny humor Hermiony na ten temat w połączeniu z możliwością zgody na kolejne dziecko, wprawił go w dobry nastrój. Był szczęśliwy, zadowolony i bardzo, bardzo podobało mu się to, co teraz widział.
Pochylając się, mocno ją pocałował. Językiem rozchylił jej wargi, by móc dostać się na terytorium, które w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy dość dobrze poznał. Poczuła ciepło, które zaczęło rozchodzić się po całym jej ciele. Dłonią pogładził jej policzek, czując pod kciukiem delikatną skórę. Westchnęła cicho, po czym przyciągnęła go bardziej do siebie. Draco poprawili się wygodniej na łóżku i zakrył jej ciało swoim, podpierając się na łokciach. Pomyślała, że jego pocałunki nigdy nie przestaną jej zaskakiwać. Poczuła, jak Draco kolanem rozchyla jej uda, by móc się wygodniej pomiędzy nimi ułożyć. Idealnie dopasowali się i poczuła jego ciepło.
Hermiona w końcu odsunęła się od męża, zmuszając tym samym, by Draco delikatnie się uniósł. Dalej jego twarz znajdowała się na tyle blisko, by wzajemnie czuli swoje oddechy. Próbował wyczytać z jej mimiki, dlaczego przerwała. Uśmiechając się, Hermiona odwróciła ich tak, że teraz Draco znajdował się pod nią. Kiedy usiadła, zdjęła koszulę nocną i rzuciła ją w kąt. Dłonie Draco natychmiast dotknęły jej ciała, chwytając ją w biodrach i podsuwając bliżej, dzięki czemu mógł złapać jej piersi. Hermiona jęknęła z zadowolenia, splatając na swoim karku dłonie i unosząc włosy, jeszcze bardziej eksponując biust.
Uniósł się, a jego usta zaczęły błądzić po oferowanym ciele, zatrzymał się dopiero na lewym sutku. Czując na nim język, Hermiona zachłysnęła się powietrzem. Swoje dłonie wplotła teraz we włosy Draco, by bardziej przycisnąć go do siebie, żądając więcej. Przenosząc się na drugą pierś, Draco okazał jej tyle samo pieszczoty, powodując, że Hermiona wiła się na jego twardym członku, jeszcze bardziej go podniecając i wydobywając z niego ciche jęki, które natomiast wprawiały ją w jeszcze większą rozkosz. Poruszała się tak, by jego członek jak najbardziej podrażniał jej waginę, zbliżając ją coraz bardziej do orgazmu.
Draco jednak ponownie ich obrócił, zdejmując przy tym swoje jedwabne spodnie, po czym przytulił się do niej. Jedyną barierą pomiędzy ich nagimi ciałami były jej majtki.
— Zdejmij je — sapała Hermiona, kiedy dotarło do niej, że dalej jest częściowo ubrana, kiedy jej mąż zdążył pozbyć się całkowicie swojej piżamy i jest gotowy to zbliżenia. Wraz z Draco pospiesznie zaczęła zdejmować bieliznę. Kiedy w końcu im się to udało, Draco nie czekając ponownie, znalazł się pomiędzy jej udami. Drażnił ją członkiem, wyzwalając w ten sposób ciąg przekleństw, jęków i błądzących dłoni, gdy próbowali się kontrolować, by móc całkowicie doznać i poczuć, gdy Draco w nią wejdzie.
Całując ją i przygryzając wargę, Draco sięgnął do szafki nocnej, gdzie trzymał różdżkę. Na moment przerwał pieszczotę, by móc poprawnie rzucić czar antykoncepcyjny. Hermiona przez ułamek sekundy przyglądała mu się, zanim delikatnie położyła swoją dłoń i odsunęła różdżkę.
Draco aż przestał oddychać, przenosząc na nią wzrok.
Hermiona widziała w jego twarzy nadzieję, niepewność i czyste pragnienie, które biło z jego oczu i wiedziała bez cienia wątpliwości, że te jej wszystkie „a co, jeśli” nigdy nie ujrzą światła dziennego, jeżeli razem będą pracować i wspólnie stawią czoła przyszłości.
Uśmiechnęła się delikatnie, odsuwając różdżkę znad jej nagiego brzucha.
— Jeżeli zajdę, to zajdę — powiedziała miękko.
Draco jeszcze przez moment wpatrywał się w nią w osłupieniu, zamrożony w tu i teraz na szansę, przed którą stawia ich Hermiona.
Chwytając jego twarz w dłonie, Hermiona przywróciła go do tu i teraz.
— Zostawiam to czystemu losowi. Jeżeli zajdę w ciążę to cóż, będziemy mieli kolejne dziecko. Ale Draco, jeżeli się nie uda, to nie. Proszę, będziesz musiał to zaakceptować. — Na moment przerwała, pozwalając swoim słowom wybrzmieć. — Naprawdę nie chcę żadnego jedzenia czy napojów wzbogacanych miksturami płodności, rozumiesz?
Zamiast słownej odpowiedzi, Hermiona widziała, jak coraz szerzej się uśmiechał, po czym mocno i z pasją ją pocałował, kradnąc jej oddech. Sięgając pomiędzy swoje pachwiny, chwycił za swojego członka i odpowiednio go nakierował, dzięki przy jednym, sprawnym ruchu bioder, znalazł się w niej. Jego umysł i ciało aż płonęło na myśl o możliwościach, jakie przed nimi stawia Hermiona oraz o kolejnych, nadchodzących zbliżeniach. Wyobrażał sobie swoją żoną ponownie w ciąży i tym razem wspomagał ją przez cały jej okres udręki, jaki ona i poród niosły za sobą.
Ciepło uśmiechnął się w jej usta i wznowił ruch bioder, który niedługo miał im przynieść ogromną przyjemność i miejmy nadzieję — Merlinie, proszę — dziecko.
— Kocham cię — westchnęła Hermiona, całując go i poruszając się z każdym jego pchnięciem.
Draco uniósł twarz i czubkiem nosa pogładził ją po policzku, aż w końcu spojrzał jej głęboko w oczy.
— Kocham cię — odpowiedział, a Hermiona ponownie poczuła, jak jej ciało rozpaliły żar i pasja, które coraz bardziej zbliżały ją do orgazmu.
Draco zawtórował jej krótkim i głośnym sapnięciem, nie spowalniając przy tym swoich ruchów i jeszcze raz, dwa, trzy razy wszedł w nią ostro, aż sam doszedł i dołączył do błogości, w której znajdowała się Hermiona.
Szybkie oddechy na rozgrzanej skórze. Ostrożne ruchy, delikatne pieszczoty. Odwracając się i przytulając ją mocno do siebie, Draco ostrożnie przeczesywał jej włosy palcami. Hermiona ułożyła się wygodniej, opierając swoją głowę na jego ramieniu.
— Kocham cię — wyszeptała cicho.
Draco pocałował ją w czoło i czując, jak jego żona zaczyna przysypiać, odpowiedział:
— Ja też cię kocham.

________________________________________

4 komentarze:

  1. Ciężko cokolwiek napisać, nie będę się rozwodzić nad kilkoma drobiazgami,które znalazłam. Całość jest cudna, a czekałam na nią długo. Przyznam szczerze, że od 3? Bodajże rozdziału nienawidziłam tego tekstu, nienawidziłam Draco za to co robił... Ale dałam mu szanse i nie zaluje. Zdanie o spodniach sprawiło, że turlalam się po łóżku ze śmiechu. Dziękuję ci za to tlumaczenie
    Alex

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakiś czas temu obiecałam sobie, że na koniec wreszcie skomentuje to opowiadanie. Cóż, było w nim coś niezwykłego, chociaż na początku Draco bardzo mnie irytował i nawet nie wahałam się tego mówić, gdy betowałam. Aż trudno uwierzyć, że minęło już tyle czasu od publikacji pierwszego rozdziału. Pamiętam tę ekscytację, gdy go publikowałaś i czekałyśmy na komentarze. W sumie teraz pewnie też na nie czekasz (zresztą kto ośmieliłby się nie skomentować takiej historii?). Wielkie dzięki, że mogłam się w to zaangażować no i oczywiście czekam na więcej! :D
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
  3. Bez wątpienia to świetnie zbudowana historia. Dzięki za tłumaczenie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Opowiadanie wciagnelo mnie bez reszty.Jest bardzo emocjonujace . Oczywiscie na poczatku myslalam,ze wykastruje Dracona :p Ciesze sie ze tak potoczyly sie ich losy :) Dziekuje Ci pieknie za to tlumaczenie,bo to napewno ciezki orzech do zgryzienia.Podziwiam wszystkie tlumaczki,ktore poswiecaja swoj cenny czas dla nas czytelnikow :* zieki Tobie moglam przeczytac tak cudowne opowiadanie ;) Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za komentarz! Każde zdanie powoduje u mnie szeroki uśmiech oraz jest motywacją do dalszej pracy :)