2015/12/21

[M] Kiedy miłość mieszka w niebie [OMC/OMC]

Tytuł: Kiedy miłość mieszka w niebie
Rodzaj: angst dla mnie
Rating: 16+
Ostrzeżenia: Tekst jest trudny. Chciałabym poznać to jak go czytacie, Wasze interpretacje, ponieważ tekst się do tego nadaje niesamowicie! Jak to się mówi - ma drugi dno. || brutalność życia codziennego, jeżeli powiem więcej - zaspojleruję. Wszelkie powtórzenia i zabiegi z małymi/dużymi literami, czasami z interpunkcją kropka w środku zdania) - są celowe
Status: one-shot

Beta: Cudowna Patronuska :*
Podsumowanie: Dla Michałka.
Pairing: Original Male Character/Original Male Character
N/A: 21.11.11 r - data powstania. Tekst pojedynkowy. Przegrany dosłownie 0,5 punktem - rywalizacja była ostra, zacięta i niesamowicie wciągająca! Miałam jednak niesamowitą przeciwniczkę, piszącą genialne opowiadania, Merkucję. Mój pierwszy tekst własny, niefandomowy :)

Zapraszam Was również na Stowarzyszenie Księcia Półkrwi, gdzie trwa konkurs - Święta Severusa Snape'a - do oceny jest sześć, krótkich miniaturek :) Yep - jedna z nich jest moja ;) A Patronuska sponsoruje nagrodę główną!

[autora obrazka nie znam - zbrany stąd]

Daniel lubił obserwować ludzi. Szczególnie ich zachowania w danych sytuacjach, to jacy byli typowi oraz przewidywalni. W swoim krótkim życiu nauczył się już rozumieć, dlaczego tak reagowali. Nie potrzebował do tego żadnych studiów, by być w stanie domyśleć się, dlaczego Marcin z jego klasy tak bardzo próbował się „popisywać”, gdy w pobliżu znajdowała się Anka, albo dlaczego wszyscy chodzili z nosem w zeszytach czy podręcznikach. Przecież to było tak łatwe do odgadnięcia, te emocje wręcz z nich emanowały — strach — bo tak jest — przed oceną, wstyd — dlaczego? przecież to takie... — źle wypadliby przed innymi, wina — to nie ja! — przecież mogłem uczyć się wcześniej!, ale też skrępowanie i poddenerwowanie — on też? — muszę wypaść najlepiej, musi wybrać mnie, euforia — tak... więcej... częściej. — zaliczyłem!

Wystarczyło tylko na nich spojrzeć, większość z nich była tą szarą masą, która stapiała się w jedno, mieszała, emanowała normalnością. Możesz przenieść się w całkiem inne miejsce, ale emocje wciąż będą takie same — może i spowodowane czymś innym, jednak nie miało to znaczenia. Liczył się

fakt.

Faktem jest istnienie Daniela, Marcina, Anki. Faktem jest słońce i wiatr, to co dotykasz i widzisz. Ale czy faktem możemy nazwać czucie? Uczucie? Myśli i spostrzeżenia? Czy faktem jest konkretne zachowanie? Złość, grzeczność, wrogość, uprzejmość, kurtuazja, arogancja? To mogą być tylko słowa. Czasami puste, czasami synonimy. Używane są, by uprościć zrozumienie tak trudnych mechanizmów, jakimi są emocje. Daniel sam nie wie, co tak naprawdę znaczy ta cała kurtuazja, o której tyle mówi się w telewizji. Przecież dla jednych jest to przepuszczenie koleżanki z pracy w drzwiach przez mężczyznę, przez kogoś innego jest ona uważana za ogólnie uprzejme zachowanie — czym jest uprzejmość? — ustąpienie miejsca w autobusie, kiedy prawie wszystkie miejsca siedzące są wolne. Ale dla niego kurtuazją jest pomoc, nie suche i bezuczuciowe — uczucia? — słowa, które je opisują na jednej ze stron, którą znalazł w internecie.
kurtuazja — wyszukana, nieco staromodna, grzeczność, zwłaszcza w sytuacjach oficjalnych: Z wyszukaną kurtuazją zwracał się do starszych pań. Skłonił się z kurtuazją i zaczął: — Panie przewodniczący!
fr. courtoisie od: cour ‘dwór’
Wyszukana? Staromodna? A co z dżentelmeństwem oraz dobrym wychowaniem, o którym tak wszyscy krzyczą?

Dla niego kurtuazja to opis takiego zachowania, które powszechnie jest nazywane uprzejmością, pomocą innemu człowiekowi, opiekuńczością. Nie obchodziło go, że jego definicja zgoła różnił się od ogólnie przyjętej opinii.

On nie chciał być normalny — co to normalność? Nie lubił tego, była szara i nudna, nieciekawa.

Daniel widział siebie w barwach. Jednego dnia chciał być czerwonym, pasjonującym, namiętnym w tym co robi, szarmanckim mężczyzną, innego, życzył sobie odcienia żółci i pomarańczu — ciepłym, miłym, komfortowym czy zielonym — bo obudził się z chęcią bycia nadzieją. Był nastolatkiem tak różnym od swoich rówieśników, nauczycieli, przechodniów. Zamiast uczyć się czy włóczyć po pubach w celu spicia do dość trudnego i nieprzyjemnego dla otoczenia stanu, wolał wędrować po ośrodkach dla bezdomnych, od czasu do czasu przynieść im jakieś ubrania. Na placu zabaw pobiegać z małymi, zupełnie nieznanymi dziećmi. Spacerować nocą po osiedlu, nerwowo oglądając się, czy nikt go nie śledzi — może głupie to, był nastolatkiem, ale taki nawyk. Przemoc — skręcając w coraz to nowe — stare — uliczki. Był wrocławianinem, dlatego często wybierał jeden z wielu mostów, przynosił zniszczoną poduszkę — bo zimno — i siadając na niej, przewieszał nogi między prętami barierek. Wpatrywał się w światła miasta myśląc o tych wszystkich, który są i którzy byli.

O tych co będą? — nie, raczej nie.

Często zachodził do jednego ze schronisk dla młodzieży. Widywał młodociane prostytutki, złodziejaszków, narkomanów. Ci ostatni byli wszystkimi na raz i to chyba ich najbardziej Daniel lubił obserwować. Fascynowało — przerażało — go, jak mimo wielu lat autodestrukcyjnego życia potrafili przetrwać kolejne dni, miesiące. Widział dziewczynę tak wytatuowaną, że sam jej widok kazał mu się zastanowić nad pojęciem bólu, — bo tego potrzebuję — cierpienia ukrytego pod płótnem, tak niezgrabnie pomalowanego farbami, starając się tylko zakleić coraz to nowe pęknięcia, powstające (wcale, że nie) samoistnie. Widział dwunastolatka siedzącego w kącie i obgryzającego paznokcie, bujającego się w przód i tył, szepczącego — jest na głodzie, wiesz? Tutaj musisz być czysty. Wiesz, co mam kurwa na myśli, nie? — rozpaczliwe „ma-ma, mama, ma-ma, ma-mma”. Obraz ten spowodował u niego odruch ucieczki. Potykając się o własne nogi wpadł na kogoś, jak się okazało, niewiele starszego od siebie, ciemnowłosego chłopaka. Tamten wcale na ćpuna nie wyglądał, a na pewno tak się nie zachowywał, — wariat? — ponieważ silne dłonie złapały go w przedramionach chroniąc przed upadkiem. Jednak na swojej twarzy poczuł cuchnący oddech, gdy ten powiedział:

— Boisz się?

wariat.

Daniel nie odpowiedział. Uciekł z tamtego miejsca i z mocno bijącym sercem wpadł do domu. Siedział w swoim pokoju nie ruszając się przez dwie godziny, będąc w stanie prawie zamrożenia. A kiedy wróciła jego matka — przytulił ją, mając przed oczami malca, jak i gniewne, wyzywające oczy tego ciemnowłosego.

Wrócił tam jednak. Wracał często, obserwując z daleka tego dwunastolatka oraz to, jak stara się wyjść z nałogu. Dla dziecka ulicy jest to trudne, a jak dowiedział się od opiekunów, tutaj wszyscy byli właśnie takimi dziećmi. Dziećmi chowanymi przez ulicę. Część z nich to sieroty — często społeczne, jednak niewielke lz nich była prawdziwymi bezdomnymi. Z reguły te dzieciaki po prostu uciekały z domu. Tak też było w przypadku Michałka — jego tatuś pił i bił go, a mamusia nie wracała do niego, bo „jest głupią dziwką” — jak mówił mu tatuś — bo tatuś jest dobry. Czasami tylko zamykał mnie na cały dzień, czasami i na noc w schowku na narzędzia. Ale tatuś jest dobry — przecież dawał mi trochę wody i chlebka...

Daniel obserwował Michałka z daleka, bojąc się podejść, bojąc się go wystraszyć, złamać. Czasami podrzucał mu jakiegoś smakołyka, zostawił pluszaka — zauważył jak ten przytula się do niego, gdy ciemnowłosy chłopak wychodzi, z reguły nocą, kiedy większość z nich szła spać, a nieliczni znikali, przeważnie grupą — jestem kurwą. I dobrze mi z tym. — Daniel raz ich — jego — śledził. Zauważywszy, jak ten „kursuje” wokół męskiej toalety na dworcu głównym zaczął podejrzewać. Jego obserwacje ewoluowały w obawy, zniechęcenie, wstręt. Mimo to zawsze stawał tam i patrzył. Sprawdzał.

A po wszystkim wracał. Za nim. Do Michałka.

Z plotek dowiedział się, że wcale nie są rodzeństwem, ale ten ciemnowłosy opiekuje się nim od dawna. W sumie to on przyprowadził dwunastolatka do schroniska, spotkawszy go na tym samym dworcu, na który  sam teraz tak często i regularnie chodzi. Dlaczego? Wolontariusze nie wiedzą — przecież nie ćpa, więc na dragi nie potrzebuje pieniędzy.

— Dla Michałka — ktoś mówi, a Danielowi jest jakoś łatwo w to uwierzyć. Michałek musi być dla niego ważny, a Ciemnowłosy traktuje go jak młodszego braciszka. Czy żałuje? Może próbuje odpokutować za swoje błędy?

Daniel nie wie. Z Ciemnowłosym nie rozmawiał za wiele. Czasami tylko o Michałku, nigdy o życiu na ulicy. Nie wiedział, czy nie chciał wiedzieć, czy nie chciał naciskać.

Dlaczego? Dlaczego, dlaczegodlaczegodlaczego?

To pytanie powtarzał sobie cały czas, nie rozumiejąc, co się w nim — z nim — dzieje. Do momentu, kiedy przyszedł i zobaczył, jak Ciemnowłosy czeka na niego przed budynkiem. Była już noc, ale lekkie światło bijące z pobliskiej latarni pozwalało dojrzeć rysy jego twarzy. I ten nieśmiały uśmiech, gdy wręczał mu jakąś paczuszkę. Ciche „dziękuję” wypowiedziane stłumionym głosem. Próba ucieczki, szarpnięcie, zatrzymanie.

Próba pocałunku przed gwałtowną szamotaniną, uspokojenie i ukojenie.

— Nie... nie mogę. Nie chcę.

— Ja chyba. Chyba. — Słowa wypowiedziane być nie muszą.

— Mogę być chory. Nie chcę byś miał. I ja też. Wiesz, to chyba.


Jedwabny szalik był pierwszym i ostatnim prezentem jaki otrzymał od Ciemnowłosego. Nie wiedział, czy zaczęło się to od Michałka. A może od ciepłej kurtki? Ciepłego posiłku? Może to po prostu jakiś syndrom czegoś-tam-psychologicznego. Lub zwykłe ukrywanie swoich własnych uczuć, by spowodować radość i uszczęśliwić dobroczyńcę Michałka.

Tylko, że Michałek zmarł. Michałek się zaćpał. Michałek się zabił za bardzo tęskniąc za „ma-mą”. Michałek kochał. Michałek potrzebował.

Tak jak Daniel potrzebował Ciemnowłosego. Tak jak Daniel potrzebował wyrwać go z tego bagna. Tak jak Daniel potrzebował się przebudzić. Tak jak Michałek Daniela ożywił. Dla Ciemnowłosego. Dla Damiana.

kocham

2 komentarze:

  1. Wow... Na takie teksty czekam z utęsknieniem (niestety, jest ich tak mało w blogosferze). Rzeczywiście, bardzo trudny temat, który potrzebuje chwili, by się zatrzymać. Nie można go spłaszczyć, to byłaby zbrodnia, a ja... Historia kontrowersyjna, a interpretacja może sięgać nawet do pojmowania dobra i zła, jeżeli by się pozwoliło rozluźnić więzy myślom. Daniel wydaje się być idealnym przykładem obserwatora, który nie ingeruje w życie innych. Pozwala im swoją bezczynnością pogrążać się dalej w swoich troskach i ulotnych momentach szczęścia. I to sprowadza się do pytania czy sami nie jesteśmy tacy? Czy nie sami obserwujemy, czasem jesteśmy głusi, próbujemy przyporządkować świat według własnych reguł i definicji. Może to ja nadinterpretuję, ale po kilku minutach, kiedy otrząsnęłam się i mogłam się zastanowić, to było pierwszym moim skojarzeniem. I ośrodek dla trudnej młodzieży. Podobno nie ma głupich pytań i odpowiedzi. Ale ja nie mam zielonego pojęcia. Czarnowłosy i Michałek - tacy "bracia", domyślam się, że Czarnowłosy poczuł obowiązek opiekowania się nim, a może to też skutek jego tajemniczej przeszłości (?). Daniel, który zaczyna odwiedzać ośrodek, coś, co zazwyczaj jest ignorowane przez innych, jednak jest też azylem dla marginesu społecznego. Dla kogoś, kto jest pomijany wzrokiem przez "wyższych i lepszych" ludzi. Makabryczna sytuacja Michałka, zaledwie dziecka, które nie do końca zna konsekwencje swoich czynów. I późniejsza śmierć. I ta sytuacja z Czarnowłosym i Danielem. Strzępki zdań, które nakierowały moje myśli do zagubienia chłopców, którzy jednocześnie chcieli czegoś stałego. Mogłabym jeszcze tak długo próbować wynieść coś z tego tekstu, ale... Trzeba też zostawić dla domysłu, tą pewną dozę tajemnicy (ukrytego smutku?).
    Pozdrawiam,
    Cassie :)

    wieczne-pioro-cassie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak długo się zbierałam, by Ci odpisać! Nie wiedziałam co!
      Na wstępie pragnę Ci podziękować za tak piękny komentarz!<3 Naprawdę mnie ucieszył :)

      Daniel jest właśnie taką osobą, którą może być każdy z nas, ale nie musi - ciężko jest siedzieć z boku i tylko obserwować, nie reagując. Z drugiej strony czy jest tak jak mówisz - czy powinniśmy prostować świat wg. własnych reguł? Przecież kiedyś powszechnym było, że Słońce krąży wokół Ziemi - tak nauczano, a teraz?
      Pisząc o Michałku zostałam zainspirowana pewną prawdziwą historią i właśnie brakowało mi takiej osoby, która by się nim zajęła. Z drugiej strony Czarnowłosy... Bardzo przypomina tutaj mojego Ariela, którym gram na PBFach :D No nie mogłam go nie użyć! :D
      Twoja interpretacja bardzo mi się podobała! :) Dziękuję Ci za nią!:)

      Pozdrawiam,
      Rzan.

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Każde zdanie powoduje u mnie szeroki uśmiech oraz jest motywacją do dalszej pracy :)