2016/01/07

[M] Mazel tow [HARRY POTTER]

Tytuł: Mazel Tow
Rating: brak
Ostrzeżenia: (non)kanon
Status: one-shot || 769 słów
Beta: Ami oraz W.:) dzięki za ekspresową pomoc :)
Podsumowanie: Spojrzenie na święta Severusa Snape'a.
Pairing: brak
N/A: Tekst pisany na konkurs na Stowarzyszeniu Księcia Półkrwi. Wygrany z liczbą trzydziestu głosów :) 

by Umino-aka-morskaya


Severus Snape nienawidził świąt Bożego Narodzenia, a raczej tego, jak bardzo w jego odczuciu były przytłaczające. Nienawidził zapachu pierników otaczającego go praktycznie w każdym pomieszczeniu, w którym się pojawił — nawet w jego własnych komnatach! Albus doskonale wiedział o jego stosunku do tego okresu w roku, a mimo wszystko uparcie podarowywał mu skarpety, które miał nadzieję, że chociaż trochę rozgrzeją mistrza eliksirów w zimnych lochach. Dobrze, że chociaż wełna nie była zbyt kolorowa, a tonacja — jaskrawa. W sumie co roku zmieniały się tylko odcienie czerni, zieleni, szarości i fioletu. Severus nie przyznał się nikomu, że zakłada je w szczególne wieczory, gdy potrzebuje kogoś przy sobie, kiedy lochy wydają się chłodniejsze, ciemniejsze i mniej przyjazne.

Severus rozejrzał się po salonie i jego wzrok spoczął na chanukii. Podszedł do niej i po odmówieniu krótkiej modlitwy odpalił od szamaszu pierwszą świecę. Po jego ciele przeszedł dreszcz. Od dzieciństwa był przyzwyczajony, że Chanukę spędzał sam — gdy był małym dzieckiem, wraz z matką po kryjomu i w pośpiechu odprawiali błogosławieństwo, licząc, że nie przyłapie ich ojciec. Nienawidził ich religii, uważał ją za herezję i obwiniał za zło całego świata. Mały chłopiec nie rozumiał, dlaczego ojciec nie pozwala im chociaż na tę odrobinę radości, na tę odrobinę wiary, dzięki której mogą przetrwać jego najgorsze, pijackie wyzwiska czy bolesne sińce, które nigdy nie bladły. W ciągu tych dziecięcych lat Severus nauczył się jednego — nigdy nie przyznawaj się do tego, co czujesz, do tego, kim jesteś. Matka, mimo opieki, którą go otoczyła, podświadomie przekazywała mu, że powinien się wstydzić tego kim jest, w co wierzy; mówiła, jak może mu to zaszkodzić, czy nie dość razów dostałeś za pytanie się, dlaczego nie nazywa cię bâhûr, jak ja?

Przy drugiej świecy zaczął się zastanawiać nad teraźniejszością — czy powinien udać się do synagogi? Gdzie znajduje się ta najbliższa? Czy może powinien wybrać tę na drugim końcu Londynu? A może nawet w Irlandii? Nikt by go tam nie poznał, nie zaszkodziłby mu. Tyle lat nie odwiedzał świątyni, że aż wstyd mu było przed samym sobą. Starał się na co dzień przestrzegać reguł Tory, ale czasami było to trudne, gdy jedynymi istotami, które wiedziały o jego wierze i związanych z nią nakazach, były skrzaty domowe. Pierwsze lata w Hogwarcie, spędzone jako nauczyciel, były skomplikowane — te kłamstwa, które musiał wymyślać, zaczęły przychodzić mu coraz łatwiej wraz ze stażem pracy. Nie, nigdy się nie kończyły — a to zatrudniony zostawał nowy nauczyciel, który posiadał kolejny zestaw pytań czy chcesz…, dlaczego…, a może..., a to ktoś z Ministerstwa wpadł z wizytą…

Trzecią świecę zapalił, starając się uspokoić oddech. Jutro powie Albusowi, że nie chce kolejnych skarpet.

Czwarta, zapłonęła wraz z nową siłą, wraz z odwagą, którą w sobie zbierał. Kalkulował, czy to, co chce zrobić, jest dobre, czy przyniesie mu więcej korzyści, czy może raczej jednak powinien się powstrzymać i dalej żyć jak dotychczas? Czy było to aż takie złe życie? Bolesne, samotne — tak, ale czy naprawdę powinien wyjść z tych ścian? Ludzie po wojnie zaczęli nazywać go odważnym, ale czy rzeczywiście był taki? Momentami wydawało mu się, że stawanie przed Voldemortem, tortury innych, jego, było prostsze od przyznania się, że wierzy w Boga. Adonai.

Przy piątej zerknął na specjalnie przygotowane dla niego na oliwie, latkesy posypane cukrem pudrem oraz kuskus z warzywami. Przy stole leżała tylko jedna czekoladowa moneta, która towarzyszyła mu od dzieciństwa oraz stało jedno krzesło. Opakowanie straciło złocenie, wracając do srebrnego koloru. Czekolada zapewne już dawno była przeterminowana. Ale to była ostatnia czekoladowa moneta, którą dostał od mamy. Miała już tyle lat…

Szósta. Samotność.
Severus zadrżał po raz kolejny.

Siódma świeca paliła się, przyciągając go do siebie, do swojego ciepła.
Tak.

Severus ostatni raz omiótł wzrokiem zastawiony lekko stół, schował czekoladkę do kieszeni szaty i wyszedł ze swoich komnat.

Nie wiedział do końca, w którą stronę się udać. Na górę, do gabinetu dyrektora czy raczej ku jednemu z ostatnich żyjących, i wciąż będących na wolności, rówieśników? A może do jednej z nielicznych współpracownic, która nigdy nie przestała w niego wierzyć, popychać dalej, wyżej?

— Wybierzesz się ze mną jutro na obchody ostatniego dnia Chanuki do synagogi? Zaśpiewasz ze mną Maoz Cur? Nauczę cię.

— To będzie dla mnie zaszczyt.

I Severus wcale nie musiał tłumaczyć się ze swojej wiary, nie potrzebował się ukrywać. Co więcej miał do stracenia? Przeżył jednego ze swoich Panów, drugi uwolnił go ze swoich węzów, jego opinii już nic więcej nie mogło zaszkodzić. A jeżeli dzięki temu nie będzie więcej sam? Będzie miał z kim porozmawiać, kogo zapytać o zdanie, z kim podyskutować i się inteligentnie pokłócić? Nauczyć się żyć.

Dlaczego tak się bał? Nie miał czego. Już nie.

Mazel tow.

8 komentarzy:

  1. Jak dla mnie, genialne! Wyjątkowe i niepowtarzalne. Uwielbiam teksty z których można dowiedzieć się czegoś o innej kulturze, wierze czy intrygującym hobby. Tekst jest zgrabnie napisany, nie przedłużany sztucznie, gdzieś mi zgrzytnęło powtórzenie i chyba czas, ale to drobny szczegół. Zasłużona wygrana, a Severusa z jednej strony żal, a z drugiej widać jaką przemianę wewnętrzną przeszedł i z czym musiał się mierzyć :) raz jeszcze gratulacje, jednak ten dzień nie jest stracony, znalazłam perełkę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, bardzo dziękuję za komentarz! Na pewno sprawdzę, gdzie zrobiłam to powtórzenie, muszę je wyłapać! :D

      Dziękuję za Twoje miłe słowa! nawet teraz sprawiają u mnie uśmiech :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. To było takie... Prawdziwe. Wydaje się być całkiem dobrą alternatywą dla rowlingowego Snape'a (można się nawet pokusić o stwierdzenie, że byłoby to ciekawym, bo innym, wyjaśnieniem, jeszcze jedną cegiełką, która wzbogaca, ale też i komplikuje obraz naszego profesora, który, tak naprawdę, tworzy się przez cały czas). Jeżeli mam być szczera, to przez moment nie wiedziałam, co tu napisać (taka nowość, kiedy zazwyczaj po przeczytaniu jakiegoś tekstu od razu napływają do mnie miliony myśli, które razem mogą stworzyć całkiem interesujący komentarz), w sumie nadal nie wiem. Może po prostu będę pisać konkretnie to, co mi przychodzi teraz do głowy? Ostrzegam, że to może być trochę zagmatwane, bo jestem pod tym względem bardzo roztrzepana (potrafię w jednej chwili zmienić całkowicie ciąg rozumowania, by po kilku minutach ponownie przywrócić je na wcześniejsze tory). Czytając książki, zawsze uważałam Snape'a za takiego dupka, który czerpie prawdziwą radość ze sprawiania komuś przykrości czy krzywdy. Po siódmym tomie ten wizerunek wywrócił się o 180 stopni - Snape stał się samotnym człowiekiem, który poświęcił swoje życia dla "większego dobra" (oczywiście, ja tam uważam, że miłość do Lily [nigdy nie widziałam ich razem, jeżeli ktoś by się pytał] była takim bodźcem, bez którego wątpię, by zmienił strony. Zakładam, że czuł później wyrzuty sumienia, które nie pozwalały mu uwolnić się i porzucić czarodziejskiego świata w cholerę). Z wiekiem (a minęło już jakieś... 4? 5 lat? odkąd po raz pierwszy zetknęłam się z Harrym Potterem) zaczęłam sobie uświadamiać, co tak naprawdę musieli przeżyć niektórzy bohaterowie. Nie będę kłamać i nie powiem, że nigdy nie spłaszczałam żadnych charakterów. A tutaj... Ukazałaś go od drugiej strony - uwielbiam takie teksty, gdzie autor opisuje kogoś, pokazując, że na człowieka nie składa się jedna cecha czy zachowanie. Ten strach przed tym, że ktokolwiek dowie się o Severusie więcej, niż on na to pozwoli. Muszę przyznać, że nigdy nie interesowałam się innymi kulturami, ale dzięki temu mam ochotę poznać bliżej zwyczaje z różnych zakątków świata (wpisane do kalendarza :P). I te ostatnie akapity, gdzie Snape postanawia wyjść ze swojej skorupy i przestać się bać czy wstydzić. Zaczyna wierzyć. Po prostu cudo.
    Mam nadzieję, że przepadasz za długimi komentarzami. Lubię przelewać w nie swoje myśli, bo, według mnie, takie suche, bez próby wgłębienia się w temat, nie pozwalają autorowi na poznanie, w jaki sposób potencjalny czytelnik rozumie czytany tekst. Jednak czas jest drogocennym surowcem, który, niestety, uwielbia uciekać, przez co nie zawsze go starcza na wszystko. Mam nadzieję, że nie odstraszają Cię moje wywody.
    Pozdrawiam,
    Cassie :)
    PS Przypomniało mi się o fragmencie ze skarpetami, gdzie jest wspomniane, że chociaż Severus nienawidzi ich jako prezent gwiazdkowy, to w zimne wieczory, kiedy lochy wydają się jeszcze bardziej odpychające, zakłada je. Nad tym musiałam się chwilę zatrzymać - zrobiło mi się go żal. Nikt nie powinien być samotny, samotność to najgorsze, co, według mnie, może spotkać człowieka. Wszystko staje się łatwiejsze, kiedy masz przy sobie kogoś, kto będzie stać przy tobie murem. A Severusowi (po części to jego wina, ale po części to wina wychowania) tego zabrakło - zwykłej obecności drugiej osoby.

    wieczne-pioro-cassie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cassie, i Tobie nie odpisałam?! Wstyd mi aż!

      Nawet nie wiesz, jak mnie cieszą Twoje komentarze, Twoje słowa! Sprawiają mi one ogromną radość! :) A czytając o Severusie, w Twoich odczuciu jego miałam motyle w brzuchu.

      Co do roztrzepania i chaotyczności to się nie przejmuj! Mam dokładnie tak samo - zawsze przed dodaniem czegoś, muszę sprawdzić dwa razy czy o czymś nie zapomniałam lub nie pomieszałam kolejności :D

      Co do Severusa książkowego mam bardzo podobne zdanie - nie mógł uciec, wyrzuty sumienia i manipulacje Dumbledore'a tylko mocniej wiązały go ze światem czarodziejów. Severus wiedział, że nie przeżyje tej wojny, a i tak walczył.

      Powiem Ci szczerze, że ja mam o tyle łatwiej, bo rodzina od strony męża podróżuje dużo po świecie - uwielbiam odwiedzać ich, gdy wracają i wypytuję o wszystko, co przeżyli, takie żywe biblioteki :)

      Twoje wywody za nic mnie nie odstraszają! Wręcz w podskokach włączam maila, gdy w tytule widzę, że to komentarz od Ciebie!:) Jak w wakacje znajdę trochę czasu obiecuję się odwdzięczyć!

      Twoje PS zgadza się dokładnie z moim zdaniem - Severus był w moich oczach bardzo samotny. Odpychał ludzi, ale czy też oni prawdziwie próbowali go poznać?

      Dziękuję Ci!<3
      Pozdrawiam,
      Rzan.

      Usuń
  3. Stowarzyszenie Księcia Półkrwi nominowało Cię do LIEBSTER BLOG AWARD! Zapraszamy tu: KLIK!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś mi... Nie pasowało. Religia nie pasuje mi do świata magii. Nie pasowało mi tak bardzo, aż w końcu przestałam myśleć - to jest Severus Snape, czarodziej z Hogwartu. On był w zupełności Twoim Snapem. Kiedy zaczęłam w ten sposób na niego patrzeć - zaczęło mi się podobać. Masz ładny styl, bardzo dobrze się czyta co, co piszesz. Przez to, jakich słów dobierasz, opowiadanie staje się... Szczere. Zawsze mnie to dziwiło, że zaczynający swoją pisarską przygodę ludzie, najczęściej sięgają po jakieś schematy, po sytuację, o których co najwyżej może słyszeli, ale tak naprawdę nie mają o nich pojęcia. Dlaczego, najczęściej, dopiero po wielu, wielu, wielu napisanych opowiadaniach, człowiek dochodzi do wniosku - no cholera jasna, dlaczego nie napiszę tego tak wprost, bez udziwniania? I Ty piszesz, tak wprost, bez udziwniania i mi się to bardzo podoba. Wiedziałaś, o czym piszesz (no ja już mniej, musiałam się posiłkować tłumaczeniami google, ale Ty, jako autor, masz za zadanie zmusić czytelnika do myślenia, zagłębiania się, zawsze stawać na najwyższym poziomie, a nie zniżać się dla niego). Po tym tekście mam ochotę zagłębić się w Twojego bloga bardziej, zwłaszcza, że widzę po szablonie moją ulubioną parę więc... Nie ma na co czekać! xDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Ci za opinię. Przepraszam za późną odpowiedź - trochę mi się z czasem pomieszało :(

      Bardzo się cieszę, że zmiana perspektywy spowodowała taką zmianę postrzegania tego tekstu.

      Dziękuję Ci za komentarz o moim stylu. Zawsze staram pisać takie teksty, jakie sama chciałabym przeczytać - niezależnie czy chodzi o pomysł, styl, metafory. Czasami opisy męczą, czasami to dialogi są niepotrzebne. Tekst żąda ode mnie jak ma wyglądać już, gdy o nim myślę.

      Bardzo, bardzo Ci dziękuję za Twoje słowa! Za każdym razem, gdy je czytam powodują u mnie uśmiech :)

      Pozdrawiam!
      Rzan. :)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Każde zdanie powoduje u mnie szeroki uśmiech oraz jest motywacją do dalszej pracy :)