2017/05/05

(2/9) Wyobraź sobie... [DM/HG] [HARRY POTTER] [T][NZ]

Zdrada, przekleństwo, długi i w końcu „Chcesz... bym urodziła ci syna?” Jednak na decyzję, która mogła okazać się najlepszą lub najgorszą, jaką kiedykolwiek podjęła Hermiona, zaważyła chęć zemsty.
TYTUŁ: Wyobraź sobie zemstę. Wyobraź sobie karę
AUTOR: Eirawen || TŁUMACZ: Rzan.
ZGODA: CZEKAM || FANDOM: Harry Potter
PAIRING: Draco/Hermione;
[Draco/Hermiona, Dramione, Draco Malfoy/Hermiona Granger]
GATUNEK: dramat/romans, 18+
TEMATYKA: Zaaranżowane małżeństwo, problemy rodzicielskie, ciąża/dzieci, rozwój postaci
OSTRZEŻENIA:
poronienie, wątpliwa zgoda, jawne i za zgodą sytuacje seksualne, przekleństwa, zdrada
STATUS: zakończone, tłumaczenie w 4/9
BETA: Arcanum i hope; wszystkie błędy moje, bo po ich betowaniu poprawiłam po raz kolejny tekst. Przepraszam dziewczyny! Ostatnie czytanie to było ;)



rozdział 1, rozdział 2, rozdział 3, rozdział 4, rozdział 5, rozdział 6, rozdział 7, rozdział 8, epilog
Rozdział 2 Doświadczenie początkujących  
18+ oraz triggering: poronienei

Środa, 27 stycznia, 23:12
Hermiona zatrzymała się w głównej sypialni i spojrzała na znajdujące się tam meble. Jak podejrzewała, biła od nich najwyższa jakość, pieniądze, styl i komfort. Od puchowego, grafitowego dywanu po ciemne, lecz łagodne, ściany, aż po wspaniałe łóżko, znajdujące się na podwyższeniu w samym centrum pokoju — wszystko wydawało się wpasowywać w styl Malfoyów, dominujący dom.
Tak samo, jak kolory.
Zieleń i jej ciemniejszy odcień. Z okazjonalnymi wstawkami beżu oraz bieli. W części wypoczynkowej zauważyła znajdujące się po lewej stronie drzwi — założyła, że prowadzą do łazienki i garderoby.
Ponownie jednak skupiła uwagę na łóżku.
— Już myślisz o skonsumowaniu naszego małżeństwa, moja droga? — wymruczał Draco, gdy ją mijał. Kierując się do łazienki, zdjął krawat i bez myślenia odłożył go na krzesło znajdujące się w rogu pokoju. Gdy zrzucił z siebie marynarkę, powiesił ją na klamce drzwi od łazienki.
Seks. Z Draco.
Boże...
Spała z Ronem, nigdy tego nie żałowała i teraz dziękowała za to gwiazdom. Nie chciała, by Draco był jej pierwszym, bo zapewne jeszcze bardziej połechtałoby to jego ego.
Hermiona miała wrażenie, że została oszukana — Draco był atrakcyjny fizycznie i wiedziała, że nie rozczaruje jej w łóżku, tak jak czasami robił to Ron. To nie było w porządku. Czuła się jak kurtyzana.
Kiedy myślała o tym, jak do tej pory przełamywali pierwsze lody, to jedyny kontakt fizyczny pomiędzy nimi, który przychodził jej do głowy, to ten namiętny pocałunek zainicjowany przez Draco w Sylwestra i niewinny całus podczas ich ślubu.
Nie miała pojęcia, czego się spodziewać.
Draco wrócił do sypialni ubrany tylko w czarne bokserki. Zmierzył ją wzrokiem i odezwał się protekcjonalnie, jakby mówił do dziecka:
— Wiesz, że będziesz musiała w końcu ją zdjąć, prawda?
Twarz Hermiony zmarszczyła się, wyrażając irytację.
— Zdaję sobie z tego sprawę. Tylko… Nie wiem. Nie dotarło to jeszcze do mnie.
Mężczyzna cicho się roześmiał, jakby jej niepewność go rozbawiła. Podszedł do niej, po czym zatrzymał się przed kobietą i ponownie zlustrował ją wzrokiem, zupełnie jakby była jakimś przedmiotem, a on sprawdzał go pod kątem jakichkolwiek usterek.
— Muszę ci jeszcze pogratulować pięknej sukni. Te cięcia i szwy są idealne dla twojego ciała. Ciała, które już niedługo będzie wiło się pode mną, gdy zagram na nim jak na pianinie, przy akompaniamencie rozkosznych dźwięków, które wy, kobiety, wydajecie w chwilach pasji.
Coś à la komplement zostało zrujnowane przez to całe „wy, kobiety” i zimny ton. Draco poruszył się szybko, przybliżając się i zaczął rozwiązywać jedwabne wstążki trzymające gorset. Niemal sekundę później sukienka zsunęła się po ciele, Draco pomógł jej wyjść z niej i stanęła przed nim ubrana tylko w zwiewny, satynowy skrawek materiału, pończochy z pasem i pasujące do nich majtki.
— No, proszę… Hermiono! Nigdy nie przypuszczałem, że będziesz wielbicielką takiego typu… bielizny.
Z każdym usłyszanym słowem, Hermiona coraz bardziej się denerwowała. Z każdym komentarzem wzrastał jej wstyd i poczucie poniżenia.
— Miejmy to już za sobą — powiedziała szybko, zbierając w sobie całą gryfońską odwagę i podchodząc do łóżka. Twarz Draco przybrała wyraz, jakby zaraz miał zrobić coś złego. Powoli podążył za nią jak zwierzyna za swoją ofiarą.
Hermiona w ciągu sekundy leżała na plecach, wpatrując się w rozgniewane, ciemne oczy jej nowo poślubionego męża.
Wzięła głęboki oddech, przygotowując się na to, co ma nadejść.
Zaczął od zdjęcia satynowej halki; przez chwilę podziwiał jej piersi, po czym praktycznie mechanicznie rozpiął pas do pończoch i zsunął je wraz z majtkami. Jego wzrok upajał się widokiem jej ciała, nie był to jednak wzrok namiętnego kochanka, głodnego, próbującego kontrolować się, by nie rzucić się na nią tu i teraz, tak jak robili to bohaterowie w romansach, które czytała. Nie, jego wzrok oceniał ją, jakby rozważał, czy jest warta jego dotyku, czy warto w ogóle uprawiać z nią seks.
Hermiona nagle poczuła przeszywające zimno, ale postanowiła o tym nie myśleć. Jej zadaniem było zajść w ciąże w jak najszybszym czasie.
Draco lekko podniósł się na łokciach i spojrzał na nią — nie skupiał się jednak ani na jej oczach, ani na czole, a gdzieś pomiędzy. Hermiona pomyślała, że nie do końca pragnie zauważyć jej obecność.
Odwzajemniła siłę spojrzenia i zauważyła, jak krystalicznie czyste są jego stalowe tęczówki, srebro błękitu. Miała nadzieję, że dzieci odziedziczą po nim kolor oczu, wszystko będzie lepsze od jej błotnistej barwy.
Poprawił się nad nią i westchnął — tak, jakby to było kolejne bezsensowne zadanie, które stoi mu na przeszkodzie do osiągnięcia celu. Usiadł na jej biodrach, ponownie omiótł ją wzrokiem, po czym dosłownie się na nią rzucił.
Pocałował ją, tym samym szokując i powodując, że jej myśli zaszły mgłą. Ta pasja, ten głód… Ale Hermiona podświadomie przekonywała się, że były one tylko jego potrzebą, chęcią przespania się z kimś. Całując ją — swoją własność — coraz namiętniej, nagle złapał jej piersi. Zimne jak zawsze dłonie tylko spotęgowały to szokujące uczucie przyjemności, które zelektryzowało jej ciało, wysyłając milion różnych wiadomości do jej receptorów nerwowych. Sutki stwardniały, czując, jak jego kciuki drażniły je, powodując, że zaczęła się wić w niespodziewanej przyjemności.
Jego język wślizgnął się do jej ust, zapraszając do wspólnej zabawy. To było przerażające, jak jej mechanizmy obronne uciekły, kiedy palce zaczęły podszczypywać sutki i w tym samym czasie przygryzł dolną wargę. Wygięła się w jego kierunku, przytulając swoją pierś do ciepłej klatki, biust napierał na jego bezwłosą, białą perfekcję, czuła jego męskość każdą cząstką siebie. Usta były szorstkie i gorące, zmysłowe. Nikt jej jeszcze tak nie całował.
Jego wargi zsunęły niżej i zaczęły wędrówkę wzdłuż szyi. Ssał i przygryzał miejsce, gdzie wyczuł jej szalony bijący puls, dłonie grały jej ciałem, jakby był maestrem.
Odsuwając się delikatnie, przeniósł cały akt na kolejny poziom. Z jej ciała wyrwał się jęk w momencie, gdy usta pokryły jedną z piersi i zaczął z pewną czcią lizać oraz skubać skórę obok sutka; trzymał ją na krawędzi, omijając miejsca, gdzie najbardziej pragnęła jego uwagi.
— Pro… — Momentalnie umilkła, nie chcąc dać Draco przyjemności usłyszenia, jak błaga. Zanim przeniósł usta na drugą pierś, by potraktować ją z równą uwagą jak poprzednią, poczuła na swojej skórze ten złośliwy uśmieszek. Również tutaj drażnił jej skórę, nie przysuwając się ani o jotę do nabrzmiałej brodawki.
Hermiona nigdy by nie uwierzyła, że może być — że będzie — podniecona prawie do otumanienia przez swoje szkolne nemezis.
A cały akt tak do końca się przecież jeszcze nie zaczął.
Wstrzymała oddech, jej oczy zaszły mgłą i w końcu… w końcu zaprzestał pieszczot, by dać jej chwilę wytchnienia. Uniósł wzrok, podziwiając, do jakiego doprowadził ją stanu; uśmiechnął się złośliwie i ponownie obniżył swoją głowę.
Urywany jęk, który wyrwał się z jej gardła, wskazał tylko na siłę odpowiedzi na poczynania mężczyzny i bezsilność w kwestii kontrolowania swojego zachowania. Zębami delikatnie drażnił jej czułe łono, a po chwili językiem zaczął pieścić nabrzmiałą łechtaczkę, powodując tym samym, że ponownie przeszły ją dreszcze. Nie wiedziała, że jego dotyk zawsze może odczuwać z taką samą intensywnością; nie dowierzała, wyginając się skąpana w namiętności, która szarpała każdym jej mięśniem.
Mężczyzna ponownie przerwał; tym razem, by poprawić kobietę na łóżku. Jego oczy upajały się widokiem, który przedstawiała sobą, próbując odzyskać, choć odrobinę opanowania i wrócić z zakątków nieznanego świata, gdzie wydaje się, że ożyły niektóre fantazje erotyczne. Przez chwilę pozwoliła mu się podziwiać, po czym odwróciła głowę, uciekając tym samym wzrokiem.
— Możesz przestać patrzeć na mnie, jakbym była cenną świnią, którą wygrałeś? — powiedziała Hermiona. Była dumna, że potrafiła usunąć ze swojego głosu roztrzęsienie, które czuła.
— Jesteś moją żoną, a wkrótce też matką mojego syna. Nie ma sensu udawać nieśmiałej. Kiedy chcę na ciebie patrzeć, będę to robił — stwierdził głębokim głosem. Jego twarz wyrażała pierwotną, męską determinację i nieukrywany, seksualny głód. Tak, seksualne pragnienie. Był prawdopodobnie jedną z najbardziej aktywnych osób, które miała nieszczęście poznać.
Draco tymczasem zsunął się z niej całkowicie i zdjął swoje bokserki. Przewrócił się, by spojrzeć jej śmiało w oczy; Hermiona nie mogła się powstrzymać i jej wzrok mimowolnie powędrował do jego pachwin.
Zarumieniła się. Oczy lekko się rozszerzyły i zaschło jej w ustach, a w żołądku poczuła dziwne trzepotanie, gdy mięśnie zacisnęły się w oczekiwaniu. Oczywiście, widziała już wcześniej mężczyzn w stanie erekcji, czytała o tym w książkach, które wpadły jej w ręce. Mimo tego wydawało się jej, że Ron poważnie odstawał od skali, jeszcze zanim miała możliwość porównania go do kogokolwiek.
W tajemnicy była zadowolona, że był podniecony; dzięki temu wiedziała, że chociaż w pewien sposób była dla niego atrakcyjna.
Jego dłonie pieściły jej boki, brzuch, gdzie zwolniły, a on sam nachylił się nad nim, by skosztować smaku napiętej tam skóry. Gdy ponownie ruszyły w dół ciała, język zaczął wsuwać się w pępek kobiety, liżąc i powodując, że ponownie zaczął grać nią swoją muzykę.
Zsunął się ustami po jej biodrach i podbrzusza, zatrzymując się na krótki moment pomiędzy jej nogami, po czym całkowicie ominął najbardziej palące na jego dotyk miejsce.
Zatrzymał się dopiero wtedy, gdy nie mógł dłużej wyrysowywać wzorów na jej skórze. Powoli wrócił ustami i dłońmi wzdłuż ciała, aż językiem prześledził kontur ust, później zatapiając się w nich i z pasją ją pocałował. Dłonie kobiety najpierw powoli, niepewnie dotykały jego łopatek, by moment później mocno ścisnąć jego ramiona. Czując, jak ta wzmacnia uścisk, podniósł głowę i przez chwilę spojrzał na nią, jakby zastanawiając się, czy powinien pozwolić się dotykać. W końcu odrzucił te myśli, skupiając się na figlarnym ciele pod nim. Wsunął czubek palca w jej rozchylone wargi i kobieta instynktownie zaczęła go ssać; kłąb głodu w podbrzuszu tylko się zacieśnił.
— Chcę, byś błagała — wycedził pewnie, ocierając się pachwiną o jej udo, pozwalając poczuć, jak bardzo jest podniecony. Zadrżała, słysząc ten zmysłowy nakaz. Ponownie się zatraciła, została zniewolona tylko przez dźwięk tego ochrypłego głosu, męski zapach, niesamowicie uwodzicielski dotyk większego, silniejszego ciała. Odważnie uniosła dłoń, by dotknąć jego wysokiego, dumnie uniesionego policzka. Zsunęła palce, uwielbiając to uczucie; została całkowicie zdominowana przez połączenie z tymi burzowymi oczami. Została ujarzmiona.
Odwrócił głowę i uwięził pomiędzy swoimi wargami jeden z jej palców, powodując tym, że gwałtownie zabrała dłoń i z desperacją zakryła te drwiące wargi swoimi. Wplotła w jasne włosy palce; zaskomlała, gdy z równą siłą i gwałtownością oddał pocałunek. Cierpiała z braku dotyku, cierpiała bardziej niż kiedykolwiek wcześniej z tego powodu, pragnąc czegoś, czego nigdy tak nie pragnęła.
— Draco, proszę — wydyszała, wijąc się pod nim; jej umysł, sumienie, nie dbało dłużej o postanowienie braku proszenia się; nie dbała, o to, że dosłownie minuty temu zażądał tego od niej. Jeżeli będzie zmuszona jeszcze chociaż przez chwilę znosić te wyrafinowane tortury, zwariuje.
— Nie jesteś jeszcze gotowa — zapewnił ją niewyraźnie. Dłonie zsunęły się w dół ciała, by przeczesywać i bawić się ciemnymi włoskami, pokrywającymi jej podbrzusze; zaśmiał się z arogancją, gdy rozchyliła uda z własnej woli, robiąc miejsce dla jego palców.
Gdy znalazł jej łechtaczkę, zaczął proces powolnego doprowadzania jej do szału z pożądania. Podniecenie ponownie zawładnęło ciałem kobiety, a ona sama zaczęła drżeć, gdy ta podstawowa potrzeba wzrosła do nieznośnych granic. Była teraz bezmyślna, straciła też mowę i wszystko zostało zredukowane do tego jednego, centralnego teraz punktu na jej ciele, zbyt wrażliwego od jego dotyku. Kiedy się tak miotała, jej ruchy instynktownie dążyły do spełnienia, które wiedziała, że zaraz nadejdzie. Draco zatrzymał się, pozwalając jej złapać chwilę wytchnienia, trzymając przy sobie to, czego pragnęła najbardziej. Za każdym razem, gdy  przestawał, coraz bardziej do niego lgnęła, prawie ze łzami frustracji, całkowicie zatracona w tym, co robił z jej ciałem.
Draco popieścił palcem spuchnięte i wilgotne wargi pomiędzy nogami kobiety, eksperymentalnie wchodząc w nią palcem. Raz. Drugi. Zanim krzyknęła, w końcu poza granicami całego wstydu i kontroli.
— Jesteś taka gorąca, mokra i tak cudownie ciasna, kochanie — powiedział, drocząc się.
Włożył ręce pod jej drżące biodra i uniósł je, by móc wsunąć pod nie poduszkę, po którą wcześniej sięgnął. Zanim w ogóle mogła przyswoić to, co się dzieje, Draco przygotował się, by w nią wejść; pochylił się, jakby miał ją zaatakować, uniósł jej biodra pod kątem, po czym wszedł w nią jednym, długim i głębokim ruchem, który ją zaskoczył do tego stopnia, że całkowicie znieruchomiała. Wszystkie myśli z niej uleciały. Zemsta, łamiące serce małżeństwo, dziecko, które musi mieć, miłość, której nigdy nie doświadczy. W jednej chwili prawie płakała z niecierpliwości, a w kolejnej pogrążyła się w najdziksze, fizyczne podniecenie, jakiego kiedykolwiek doświadczyła.
— Kurwa — warknął Draco; jego oddech był ciężki, a głowa świeciła od potu.
Intensywność oczekiwania doprowadzała ją do szaleństwa. Wchodził w nią rytmicznie z siłą, powodując, że czuła się, jakby płonęła; dyszała i z głośnym świstem łapała powietrze, zaskoczona tą wspaniałą przyjemnością, którą dostarczał jej z każdym silnym pchnięciem biodrami. Ślepa i głucha na wszystko dookoła poza silnym biciem swojego serca i jego dominującą sylwetką; straciła całkowitą kontrolę. Wysłał ją na szczyt ekstazy, a jej orgazm był tak silny, że przysłowiowo rozpadła się na milion kawałków.
Delikatnie opuścił Hermionę z powrotem na łóżko, obserwując, jak przeżywa tę przyjemność. Jej zamglony wzrok spojrzał w jego szukające oczy, a serce na moment zamarło, widząc ten przystojny uśmiech tak pełen męskiej satysfakcji z przyjemność, którą jej dał.
— Nigdy nie wiedziałam... — zaczęła nieskładnie mamrotać. — Nigdy nie wiedziałam, że to może być aż tak...
— Powinienem wiedzieć, że Ron nie był dobrym kochankiem — wycedził Draco, po czym uniósł ją i przekręcił na brzuch, zanim kobieta w ogóle zdążyła pomyśleć, co robi.
— Draco? — pisnęła totalnie zaskoczona, gdy podciągnął ją na jej kolana. Myślała, że ten raz wystarczył, że będzie... czy chce jeszcze?
Ponownie wsunął się w nią; kobieta była tak wrażliwa i zszokowana, że krzyknęła z zaskoczenia, czując, w jakiej pozycji się teraz kochają.
— Boli? — zapytał.
Hermiona była zdziwiona usłyszaną troską w głosie.
— Nie... — odpowiedziała, zamykając oczy ze wstydu. Nie robię tego, nie robię. Nie mogła uwierzyć w przyjemność, która ponownie przeszyła jej ciało, została uwiedziona po raz wtóry w ciągu sekund i znowu zatraciła się w tym wszystkim. Była istotą zniewoloną przez zmysłowość, pozwoliła odczuć tę potrzebę w każdej swoje odpowiedzi. Podniecenie trzymało ją w swoim uścisku, a on ją kontrolował, tak całkowicie, że nie była zdolna do ułożenia sensownej myśli czy reakcji. Tym razem nie była w stanie rozpoznać, że to ona wydawała te odgłosy i jęki, zatopiona w przyjemności. Odczuwała wszystko jeszcze intensywniej przez to, jak drży, przylegając do jej pleców, jak jęknął, gdy w końcu osiągnął swój własny orgazm.
I wtedy... wydawało się, że wszystko się skończyło.
Draco odsunął się od kobiety i wstał z łóżka. Jego oddech nie zdążył się uspokoić, a już kierował się w stronę łazienki, po czym zamknął za sobą drzwi. Usłyszała puszczoną wodę z prysznica i nagle zrobiło jej się strasznie zimno, mimo że sekundy temu była rozpalona. Nie powinna mieć nadziei, że to jak ją traktował, jak dbał, by również czuła się dobrze, by również szczytowała, było dla niej. Najprawdopodobniej tylko chciał utrzymać swoją reputację dobrego kochanka.
Odgoniła te żałosne myśli od siebie, odwróciła się plecami do łazienki i naciągnęła kołdrę na swoje nagie ciało. Długo nie trwało, a prysznic ucichł i zapanowała dziwna cisza. Hermiona nasłuchiwała, jak ta niepewność się wydłuża; prawie podskoczyła, gdy poczuła, jak łóżko się ugina.
Jakaś fiolka została podstawiona jej pod twarz.
— Wypij to — powiedział, a jego głos wrócił do bycia zimnym i niedbałym.
Odebrała od niego fiolkę, badając jej zawartość.
— Co to jest? — zapytała, wąchając substancję.
— Eliksir płodności. Miejmy nadzieję, że gdy będziesz go regularnie zażywać, nie będziemy musieli zbyt często ze sobą sypiać.
Czuła jakby wbił jej nóż. Jak mogła tak błędnie odczytać cały akt?
Nie dbał o nią, nie uważał, że jest atrakcyjna, nie chciał od niej niczego więcej, poza ciążą.
Kobieta wypiła eliksir jednym haustem, oddając mu pustą fiolkę. Ponownie odwróciła się od niego, tak by nie zauważył łez, napływających do jej oczu.



Sobota, 7 marca
— Więc jak się wam układa? — zapytała radośnie Ginny, gdy obie siedziały na kanapie w mieszkaniu, które Weasley dzieliła z Harrym. Hermiona zabrała kęs sałatki cezara, próbując zignorować palący ból w jej sercu, który czuła za każdym razem, kiedy myślała o swoim małżeństwie — czyli przez praktycznie dziewięćdziesiąt procent czasu. Zastanawiała się, czy to nie tyle złamane serce, ile może jakieś problemy zdrowotne?
Mam nadzieję — pomyślała.
— W porządku — odpowiedziała pomiędzy gryzami, licząc, że z pełnymi ustami, nie będzie musiała zagłębiać się w temat.
— Nie, nie! Nie podoba mi się ta odpowiedź. Ty, Hermiona Granger-Malfoy, mówiąca, że jest w porządku? Nic nie jest w porządku! Co się dzieje? — podpytywała Ginny, sięgając przez stół po miskę, trzymaną przez Hermionę i zabierając jej porcelane. Kobieta westchnęła, odłożyła widelec i przetarła oczy.
— Małżeństwo z Draco nie jest tym, czym myślałam, że będzie.
— Co masz na myśli? — zapytała Ginny, przykrywając jej dłoń swoją w przyjacielskim, pocieszającym geście.
Hermiona westchnęła. Nie mogła nikomu powiedzieć, dlaczego poślubiła Draco, nawet Ginny. Nie mogła wyjaśnić jej, że miała nadzieję na małżeństwo, w którym będzie mogła grać rolę żony równej mężowi. A ten będzie ją wspierał, pomagał i dopingował we wszystkim, co robiła. Który będzie ją kochał i szanował, nawet jeżeli tylko desperacko pragnie dziecka, dziedzica rodu Malfoyów.
— Nieważne. Po prostu spodziewałam się za dużo od małżeństwa, do którego się pospieszyłam. Nagle chce dzieci, gdy ja dalej potrzebuję paru lat wolności od macierzyństwa — odpowiedział cicho Hermiona.
— Powiedziałaś mu o tym?
Hermiona spojrzała na przyjaciółkę, jednak wybrała punkt koło jej oczu, udając, jakby wpatrywała się prosto w nie. Niezdrowy nawyk, którego nauczyła się od Draco.
— Wiesz, jaki Draco był uparty w szkole. To się nie zmieniło, jeżeli czegoś chce, dostanie to.
— Ale Hermiono... Co się stało z walczeniem o swoje? — Ginny zmarszczyła brwi, wpatrując się w zatroskaną twarz długoletniej przyjaciółki. — Co się stało z gryfońską siłą, którą mamy w sobie? Ślizgoni nie mają prawa myśleć, że mogą rządzić innymi.
Hermiona zbyt późno zrozumiała swój błąd. Teraz Ginny będzie myślała, że jest zdominowana przez Draco, który zmusił ją — silną, zdecydowaną, niezależną kobietę do posłuszeństwa i podporządkowania się. Będąc rudzielcem z temperamentem, Ginny zapewne naskoczyłaby na Draco za coś, czego nawet nie zrobił, w chwili, gdy go następnym razem zobaczy.
— Nie, Ginny. W porządku — uspokajała ją Hermiona. — Jestem po prostu niezdecydowana. Połowa mnie chce dziecka, kogoś, kogo będę mogła przytulać, które będzie mnie kochało bezgraniczną miłością — kogoś, kogo będę mogła kochać bezinteresownie — i cóż... kogoś, kto rozświetli mój dzień, tylko przez to, że będzie mogło mi bezgranicznie zaufać, tak, jak wszystkie dzieci swoim matkom. Ale kiedy myślę o swojej pracy, karierze, nie mogę przestać zastanawiać się „a co jeśli...” Co, jeżeli tak skupię się na macierzyństwie, że nigdy nie wrócę do pracy? Że stracę swoją niezależność i reputację najlepszego negocjatora w Londynie?
Ginny uśmiechnęła się delikatnie na te słowa.
— Kochanie, wiesz tak dobrze, jak ja, że to się nigdy nie stanie. Poza tym zawsze masz jeszcze mnie, Harry'ego i resztę rodziny, która będzie cię wspierać. Nie pozwolimy ci się zatracić. No i najlepszą częścią dzieci jest ich robienie! — Uśmiechnęła się figlarnie Ginny.
Hermiona nie mogła w odpowiedzi nie odwzajemnić gestu. Po ich nocy poślubnej, Draco, pragnąc mieć pewność, że zajdzie w ciążę, kochał się z nią każdej nocy, czasami wielokrotnie. Za każdym razem nie zawodził w podnieceniu jej tak bardzo, że zawsze osiągała szczyt.
Jednak po akcie, odwracał się od niej i zasypiał, nie przejmując się tym, że powinien ją dotykać do końca nocy… a nawet dnia.
— Więc wnioskuję, że te plotki o nim, jakim to jest świetnym kochankiem, są prawdą? — zapytała zuchwale Ginny.
— Kto jest świetnym... Och. — W tym momencie Harry wszedł do kuchni i dodał dwa do dwóch, widząc Hermionę siedzącą przy stole z Ginny. — Gin, poważnie musisz dyskutować o życiu seksualnym Hermiony w tym domu? W domu, w którym mogę to usłyszeć?
Ginny odwróciła się w stronę Harry'ego, a gdy ten podszedł do niej, uniosła twarz po pocałunek, który otrzymała bez chwili wahania.
Hermiona obserwowała, jak dwójka jej najlepszych przyjaciół się kocha, obserwowała, jak ich twarze promieniały, a jej serce dalej się rozdzierało. Dlaczego ona nie może tego mieć?
— Może nie powinieneś być w domu, gdy mamy babskie spotkanie? Dzięki temu mogłabym sprawdzić, jak Hermiona zareaguje, gdy powiem jej, że lubisz, kiedy... — Harry szybko położył dłoń na ustach swojej dziewczyny i głupkowato się uśmiechnął.
— Jestem pewien, że Hermiona także nie chce słyszeć o moim życiu seksualnym.
Wspomniana kobieta roześmiała się po raz pierwszy tego dnia i ponownie zapragnęła mieć taką więź, jaką ma ta dwójka ze sobą.
Gdy parę godzin później opuszczając ich mieszkanie, Hermiona zdecydowała spróbować zamknąć swoje serce, emocje i nadzieję. Nie było sensu tęsknić i pragnąć czegoś, czego z pewnością nie otrzyma. W przeciwnym wypadku, gdy tego nie zrobi, rozleci się w drobny mak.
Unosząc dumnie twarz i wystawiając ją na zimny wiatr, ruszyła zdeterminowana do domu.





Poniedziałek, 24 maja, 11:28


Hermiona wpatrywała się w toaletę, nad którą się pochylała przez ostatnie dziesięć minut. Już pięć razy spłukiwała, czyściła twarz i klozet, po czym miała zamiar wstać, ale za każdym razem, jej żołądek się ponownie buntował.
Jak mogła tyle wymiotować, jeżeli wydawało jej się, że nie ma już nic więcej w żołądku?
Przeczołgała się słabo do stolika, gdzie zostawiła swoją różdżkę, zanim wszystko się zaczęło. Sięgając po nią, zabrała głęboki wdech i trzymając ją w obu dłoniach, powtarzała w głowie modlitwę.
Proszę, proszę, proszę... niech będzie pozytywny.
Wymruczała czar, którego parę tygodni temu nauczyła się od pani Weasley, i usiadła, czekając na wyniki.
Proszę, proszę, proszę...
Powoli, nad jej żołądkiem zaczął pojawiać się obłoczek dymu. Hermiona wypuściła powietrze i zabrała kolejny głęboki oddech.
Dym zmienił kolor na różowy.
           Różowy, czyli pozytywny.




Poniedziałek, 24 maja, 21:35
Draco jak co wieczór o tej godzinie, siedział za swoim biurkiem w gabinecie i przeglądał jakieś dokumenty. Hermiona cicho zapukała do drzwi i, kiedy nie podniósł wzroku, weszła, wchodząc w jego pole widzenia.
— Tak? — zapytał, nie zmieniając pozycji.
— Jestem w ciąży — powiedziała mu z wysoko uniesioną głową, przypominając sobie, że to normalne, iż nie zaszczyca jej swoją uwagą.
Jedyną reakcję, jaką otrzymała, było chwilowe zatrzymanie ruchu pióra nad papierem. Nie podniósł wzroku, nie skomentował.
Po paru minutach ciszy Hermiona odwróciła się i wyszła z pokoju.
Draco słysząc zamknięcie drzwi, odrzucił pióro i westchnął, przecierając ze zmęczenia twarz, dochodząc do wniosku, że dzisiejszego wieczora nie zrobi nic więcej przez informację jego żony.
Nareszcie.




Wtorek, 6 lipca
Hermiona skończyła kartkować katalog i odrzuciła go na stolik.
Usiadła ponownie na kanapie i westchnęła. Nie sądziła, że wybieranie mebli do pokoju dziecięcego, tapety, zabawek będzie tak trudne.
Naprzeciw niej, siedząc za biurkiem, Draco przeglądał dokumenty. Nie odezwał się do niej słowem od momentu, aż godzinę temu weszła do pokoju, ale wiedziała, że jest świadomy jej obecności — podobnie jak ona, zaczął wyczuwać ją, gdy tylko pojawiała się w pokoju, nawet jeżeli nie mógł jej zauważyć. Chciała z nim porozmawiać, przedyskutować, który z pokoi będzie pokojem dziecka i jak chciałby go udekorować.
— Draco... — zawołała, próbując zwrócić na siebie jego uwagę. Mężczyzna kontynuował czytanie, ale zapytał:
— Tak?
— Chciałabym z tobą porozmawiać o pokoju dziecięcym — powiedziała, wstając i podchodząc do biurka.
Draco westchnął i przewrócił stronę.
— Zrób, jak chcesz, tylko żadnej czerwieni i złota.
Hermiona musiała się aż uśmiechnąć, słysząc, jak wychodzi z niego Ślizgon.
— Dobrze. Ale jestem chora już od tej wszechobecnej zieleni i srebra. Nie chcę również typowo chłopięcych kolorów. Co myślisz o pastelach?
Draco w końcu oderwał się od pracy; na jego twarzy pojawiła się irytacja, będąca efektem zadawanych pytań.
— Nie obchodzi mnie to. Zaplanuj pokój, jak ci się żywnie podoba. Liczy się tylko to, że pojawi się dziecko, które będzie wykorzystywać kołyskę i setki pieluch, które będziesz musiała kupić.
Ty, nie my — pomyślała ze zmęczeniem kobieta.
— W porządku, w którym pokoju umieścimy dziecko? Zaraz obok głównej sypialni czy gdzieś w głąb skrzydła?
Draco spojrzał na nią w ten sposób, że nawet najodważniejszy mężczyzna by się skruszył.
— Wiesz, że nie lubię się powtarzać. Nie interesują mnie te trywialne rzeczy. Jesteś dużą dziewczynką, sama podejmuj decyzje — powiedział, machając ręką, tym samym oznajmiając koniec dyskusji.
Hermiona odwróciła się i wróciła do stolika, gdzie zostawiła magazyny. Podniosła je i skierowała się w kierunku drzwi.




Niedziela, 11 lipca
Spiesząc się w dół schodów, Hermiona przeszła przez marmurowy hol i szybko wkroczyła do pokoju, gdzie Draco zabawiał przyjaciół. Przebiegła przez drzwi, omiotła wzrokiem pomieszczenie i znalazła swojego męża.
Zabini i Nott stali wokół stołu bilardowego, patrząc, jak Goyle szykuje się do wykonania ruchu. Jonas, przyjaciel z pracy Crabbe'a i Draco, siedział przed projektorem, oglądając quidditcha.
Draco stał za barem, przygotowując kolejną rundę drinka. Zatrzymał to, co robił, gdy zauważył swoją żoną z zaczerwienioną z podniecenia twarzą.
— Draco! — zawołała, podbiegając do niego. Mężczyzna śledził jej ruchy z lekkim zmarszczeniem brwi, zastanawiając się, dlaczego się tutaj pojawiła.
Kiedy do niego podeszła, jej dłoń szybko złapała jego i obie położyła na swoim rosnącym brzuchu. Jego brwi zmarszczyły się jeszcze bardziej na jej zuchwałe zachowanie, nawet wtedy, gdy przesunęła jego dłoń w inne miejsce, tuż nad swoim pępkiem.
— To się stało już wcześniej... Gdzie to było... Ach! — mruczała do siebie.
Pod swoją dłonią, przez jej bluzkę, Draco poczuł najdelikatniejszy ruch. Zamarł z szoku, mocniej przyciskając dłoń do jej skóry, nagle pragnąc ponownie poczuć ten dziwny ruch.
— To dziecko. W końcu się rusza. — Hermiona tryskała radością.
Ponownie poczuł ruch pod swoją dłonią, tym razem bardziej pod palcami. Sam z siebie ruszył za tym ruchem. Hermiona wpatrywała się w niego, widząc coś dziwnego w jego oczach.
Nagle Crabbe i Jonas zaczęli dość obscenicznie przeklinać, wyrywając tym samym Draco z tego dziwnego stanu. Oczyszczając gardło, zabrał swoją dłoń i skinął w jej kierunku.
— To świetnie — powiedział cicho, w pewien sposób niezręcznie.
Hermiona odsunęła się od niego, obserwując jak ta dziwna mgła, znika z jego oczu, ponownie zamykając ją i to coś, co widziała.
— Hej! Gratulacje stary! W końcu stało się to rzeczywistością! — zawołał Nott. — Pamiętam, jak Astoria powiedziała mi, że była w ciąży. Nie dotarło to do mnie dopiero, aż po raz pierwszy poczułem, jak kopie!
Draco bez słów wpatrzył się w Hermionę, a ta odwzajemniła wzrok, jednak zauważyła brak emocji w jego oczach.
Lada moment mogła zacząć panikować, ponieważ... nie jest pewna, ale chyba zobaczyła w nich...
Strach?




Sobota, 11 września
Hermiona gładziła swój brzuch, wychodząc z kominka w przedpokoju w domu. Będąc już w środku, uśmiechnęła się szerzej, czując, jak dziecko mocno kopie pod jej dłonią. Od rodziców dowiedziała się, że ich firma ponownie kwitnie i to nowe centrum handlowe podpisało z nimi umowę na wzajemne świadczenie usług, dzięki czemu pozwalają im wynajmować powierzchnię u siebie. Ich dom zaczął wypełniać się meblami, które kupili po sprzedaży starych. Matka aż promieniała, zaczęła używać słów „nowy start”, „remont” z dużym uśmiechem, gdy pokazywała Hermionie dodatkową sypialnię i korytarz, który obecnie był pokryty folią, taśmą, pędzlami i wiadrami farby. Planowali bardziej nowoczesny styl, chcąc przenieść ich trzydziestoletni dom w teraźniejsze czasy.
Długo to jednak nie trwało, ponieważ zaraz zaczęli zasypywać ją pytaniami, zachwyceni perspektywą stania się niedługo dziadkami. Mimo tego że jej ojciec dalej nie jest zadowolony z jej małżeństwa z Draco, cieszył się na wnuka.
Jednak za każdym razem, gdy wymieniali spojrzenia, Hermiona mogła, dostrzec w jego oczach niepewność i winę.
Wchodząc po schodach na piętro, gdzie znajdował się pokój dziecka, zaraz obok głównej sypialni, zauważyła parę czarnych obcasów, które nie należały do niej. Jej uśmiech zniknął, a na twarzy pojawiła się czysta maska, gdy próbowała przejść obok butów, za próg, gdzie dostrzegła damską, fioletową bluzkę, leżącą pod ścianą.
Hermiona z wysoko uniesioną głową szła dalej, aż została zaskoczona otwarciem się drzwi do jednej z sypialni dla gości. Zauważyła, wychodzącą z niej młodą kobietę ubraną w zbyt dużą dla niej koszulę Draco i przytulającą swoje rzeczy przy klatce piersiowej, jakby tylko one trzymały ją przy życiu. Ta zamarła, gdy zobaczyła Hermionę.
Musiała przyznać dziewczynie, że była na tyle sprytna, by wyglądać na winną.
Idąc dalej, Hermiona przeszła przez drzwi, powodując, że dziewczyna skuliła się, jakby miała zaraz być zwolniona.
— Na miłość boską! Wynoś się! — warknęła zimno Hermiona. Kobieta zbiegła w dół schodów w kierunku kominków. Kiedy Hermiona odwróciła się, nie była zaskoczona widokiem Draco leżącego na łóżku i wpatrującego się niewidzącymi oczami w sufit. Był nagi, poza tym skrawkiem pościeli, zakrywającym mu krocze. Jedna dłoń leżała na brzuchu, a druga znajdowała się nad jego głową.
Po raz pierwszy od momentu zgodzenia się na poślubienie Draco, Hermiona nienawidziła siebie. Wiedziała, bez chwili wahania, że nie dozna miłości z tego połączenia, tej umowy.
Wierzyła jednak, że może liczyć na zaufanie, opiekę i szacunek.
Przecież nawet jasno powiedział, że będzie ją zdradzał, gdy tylko osiągnie to, na co się umówili. Hermiona miała nadzieję, że jednak tak się nie stanie i pozostanie jej wierny.
Głupia.
Hermiona patrzyła na męża, doskonale wiedząc, że ten jest świadom, iż został złapany.
— Wiesz — zaczęła ostrym, wypranym z wszelkich emocji głosem. — Byłam pewna, że gdy dyskutowaliśmy o niewierności, oboje zgodziliśmy się na całkowitą dyskrecję.
Po tych słowach odwróciła się, zostawiając swojego męża leżącego na łóżku, na którym dalej unosił się zapach seksu i jego ostatniego podboju.




Czwartek, 18 listopada, 22:54
Silny ból sprawił, że Hermiona musiała przytrzymać się kuchennej ławy, wzięła głęboki oddech i wstrzymała go, co według niej zajęło nieskończoną ilością czasu. Pod nią, dookoła jej stóp zaczęła się zbierać woda, mocząc spódnicę i majtki.
Jęknęła z nagłego bólu i zaczęła powoli oddychać.
— Hermiono, kochanie? — zawołała nieśmiało pani Weasley, wchodząc do kuchni ze zmartwieniem w głosie. Zauważając zbolała twarz Hermiony i kałuże wody pod kobietą, natychmiast do niej podbiegła.
— Co się stało, Hermiono? Dziecko? — zapytała, kładąc dłoń na lędźwiach Hermiony, gdzie zaskakująco, niewygodny ból, który czuła cały dzień, nagle zaczął pulsować, a drugą dłoń położyła na brzuch kobiety, chcąc poczuć dziecko.
— Myślę... — zaczęła Hermiona, po czym przerwała zmuszona ponownie nabrać duży haust powietrza; jej twarz wyrażała zaskoczenie siłą bólu.
— Rodzisz? — dokończyła za nią Molly, zgadując problem. — Dobrze kochanie, chodźmy do kominka. Musimy użyć sieci Fiuu, by dostać się do Świętego Munga.
Hermiona bez słowa przytaknęła i powoli odwróciła się w kierunku salonu, gdzie każdy członek rodziny Weasleyów — poza Ronem — świętował wieści o zaręczynach Ginny i Harry'ego. George wszedł w tym momencie do kuchni, ale wystarczył jeden rzut oka na Hermionę, by zawrócił.
— Uwaga, ludzie! Wydaje mi się, że będziemy zaraz świętować jeszcze coś poza zaręczynami!
Hermiona z pomocą Molly przebrnęła przez pokój i dostała się do kominka. Weasleyowie zgromadzili się wokół niej, każdy chętny do pomocy w jakikolwiek możliwy sposób. Fleur i Bill pozbierali leżące dookoła zabawki, które pozostawiły dzieci; pozostali w tym czasie zebrali płaszcze i stanęli koło kominka, gotowi na podróż.
— Pójdę po Malfoya — powiedział Harry, po czym przekroczył kominek.
— Myślę, że wszyscy poza Ginny i Arturem powinien tutaj zostać. Kiedy dziecko się narodzi, wasz ojciec wróci z nowiną. Nie ma potrzeby, by każdy szedł z nami i tylko dodatkowo się stresował i stresował Hermionę bardziej niż to potrzebne. Wszystko będzie w porządku — powiedziała silnym głosem Molly, kierując kobietę ku kominkowi. W tym momencie ciałem Hermiony wstrząsnął kolejny skurcz, powodując jęk bólu.
— Tak, czas iść — powiedziała mądrze Ginny, zanim wraz z Hermioną weszły do kominka, ledwie się w nim mieszcząc. Rzucając proszek Fiuu, krzyknęła za przyjaciółkę:
— Święty Mungo.



Piątek, 18 listopada, 17:22
Hermiona tuliła swoje dziecko. Nie mogła uwierzyć. Po prawie siedemnastu godzinach porodu i prawie sześć tygodni wcześniej, w końcu trzymała swoją małą córeczkę.
Aurelia Rei Malfoy.
Ginny obserwowała, jak drobne paluszki Aurelii owijają się ciasno wokół palca jej matki, a niebieskie, szeroko otwarte z ciekawości, oczy wpatrywały się w Ginny, gdy ta zaoferowała jej i swój palec w drugą rączkę.
Ginny uśmiechnęła się, gdy Aurelia go złapała.
— Jest piękna, prawda? — stwierdziła cicho fakt Ginny.
Hermiona uśmiechnęła się, zgadzając się z tym, oczarowana wpatrując się w swoją córkę.
— Draco ani razu nie przyszedł jej zobaczyć od czasu narodzin? — zapytała Ginny.
Hermiona dalej wpatrywała się w dziewczynkę, ale przytaknęła Ginny w odpowiedzi. Draco pojawił się krótko po tym, jak Hermiona została przeniesiona na porodówkę, ale pozostał poza oddziałem podczas całego porodu. Kiedy Hermiona trzymała malutką w ramionach po raz pierwszy, Draco przeszedł przez drzwi i stanął obok niej.
— Jak ją nazwiemy? — zapytała delikatnie Hermiona, całkowicie świadoma, że oboje myśleli, że ona będzie nim. Draco milczał, wpatrując się w swoje dziecko w rękach jej matki, tak jakby była jakimś obcym lub rzeczą, której nie chciał.
— Myślałem, że... — zaczął cicho. Hermiona spojrzała na męża, widząc, jak jego dłoń powoli się ruszyła, zupełnie jakby chciał dotknąć dziecka. W ostatniej sekundzie odwrócił swoją głowę, a otwartą dłoń zacisnął w pięść. — Nazwij ją, jak chcesz — powiedział, zanim wyszedł z pokoju.
Parę minut później Hermiona została przewieziona na wózku na po porodówkę. Pielęgniarka zatrzymała salowego, pchającego jej łóżko i wskazała mu drugi koniec korytarza, bliżej noworodków.
Do prywatnego pokoju.
Krótko po tym, jej córeczka, nazwana Aurelia Rei, została przyniesiona na swoje pierwsze karmienie.
— Cóż, nie wie, co traci — wtrącił Harry, odpychając się od parapetu i podchodząc do Hermiony, by pocałować ją w czoło. Hermiona, uznając temat za zamknięty, ponownie zastanawiała się nad cudem leżącym w jej ramionach, desperacko próbując przestać myśleć o bólu, który ciągle sprawiało zachowanie Draco.
Dzisiejszy dzień miał być radosny — wmawiała sobie. W końcu nie każdego dnia, jest się błogosławionym tak cudownym dzieckiem.



Sobota, 25 grudnia
Pochylając się nad miętowym łóżeczkiem, które wybrała parę miesięcy wcześniej, Hermiona delikatnie przykryła swoją miesięczną córeczkę. Ziewnęła i nie mogła powstrzymać się od lekkiego pogładzenia miękkich, blond włosków dziecka.
Wyglądała jak mała, żeńska wersja Draco.
Wielka szkoda, że jej ojciec tego nie zauważał.
Wracając tydzień po porodzie do domu, Hermiona spędzała każdą chwilę na spaniu, karmieniu, zmienianiu pieluch i próbowaniu jeszcze raz spania. Co godzinę lub dwie Aurelia budziła się i musiała zostać nakarmiona. Hermionę powoli wykańczały te nieregularne godziny snu. Pod oczami pojawiły się ciemne obwódki, które ostatnio w ogóle nie znikały, cera przybrała woskową bladość, a ona sama zaczęła tracić na wadze. Draco widziała tylko parę razy od tego czasu, przeważnie, gdy mijali się na korytarzu — gdy wychodził do pracy lub przypilnować cokolwiek innego, co potrzebuje jego uwagi.
To oraz spędzanie każdego swojego dnia, nawiedzając drugie skrzydło domu — byle jak najdalej od nocnego płaczu dziecka.
Kiedy Hermiona poprosiła go o pomoc przy Aurelii, Draco tylko wzruszył ramionami i pusto powiedział jej, by zatrudniła nianię. Wściekle mu wtedy wykrzyczała w całej swojej złości i frustracji, że Aurelia jest również jego dzieckiem i mimo że to dziewczynka zamiast chłopca, nie zwalnia go to z obowiązku pomagania.
— W końcu chciałeś dziecka.
Draco spokojnym głosem, choć potrafiła wyczuć w nim dobrze skrywany gniew,  odpowiedział jej:
— Kiedy powiedziałem, że chcę dziecka, dokładnie sprecyzowałem, że chcę chłopca. Nie dziewczynkę. Powinniśmy sprawdzić jakiej płci jest dziecko, gdy jeszcze było w tobie.
— I co byś wtedy zrobił, wiedząc, że zamiast syna będziesz miał córkę? — warknęła Hermiona.
Draco milczał, jego słowa i myśli nie były przeznaczone dla jej uszu. Hermiona wciągnęła haust powietrza, gdy zrozumiała, co ta cisza oznacza. Jej dłonie zacisnęły się w pięść.
— Po moim trupie! — krzyknęła na męża, który spokojnie leżał na sofie. — Chciałeś dziecka i tak, mimo iż to dziewczynka, to dziecko. Nie możesz się go pozbywać, kiedy nie spodoba ci się płeć. Ono żyje, jest człowiekiem!
Draco poruszył kieliszkiem wina, burząc stałość trunku, po czym upił łyk.
— Jesteś zła i sfrustrowana przez brak snu. Może gdybyś spędzała ten czas, gdy dziecko śpi, również na śnie, zamiast krzyczeć na mnie na temat problemów, których nie możesz rozwiązać, poczułabyś się dużo lepiej.
— Jesteś draniem, wiesz? — zaśmiała się histerycznie Hermiona. — Może gdybyś przestał tracić czas na picie, pracę i kurwienie się, wziąłbyś odpowiedzialność za swoje dziecko, a wtedy nabrałabym do ciebie więcej szacunku. Jeżeli nie... Gdy dorośnie, Aurelia zacznie cię nienawidzić tak samo, jak ty nienawidziłeś swojego ojca za wybory, których dokonał. Tylko tym razem, tym wyborem będzie traktowanie jej gorzej, tylko dlatego, że jej jajeczko miało tyle szczęścia, by pobrać chromosom X z twojej spermy.
Hermiona wyszła z pokoju po tym, jak mu to wykrzyczała, mając nadzieję, że coś w końcu przebije się przez tę jego grubą czaszkę.
Nadzieja matką głupich.
Wpatrując się w swojego śpiącego aniołka, Hermiona pogładziła palcem policzek jej córki.
— Wesołych pierwszych świąt, kochanie — wyszeptała delikatnie, przesuwając dłoń, by przygładzić dekorację na choince, którą wcześniej kupiła dla Aurelii. Odwracając się, wyszła z pokoju, zostawiając pierwszą świąteczną bombkę córki, różowego misia, by ta tańczyła nad głową dziecka.




Środa, 13 kwietnia, trzeci rok małżeństwa
Draco stał na zewnątrz ich — okazjonalnie — wspólnej sypialni i nasłuchiwał, jak jego żona wypluwa sobie płuca. Wzdychając, potarł twarz i wolno skierował się ku pokojowi swojej córki. Lekko otwierając drzwi, zerknął do środka.
Jane Granger stała pochylona nad kołyską jego córki, delikatnie nią ruszając i śpiewając kołysankę, by uspokoić płaczące dziecko. Powoli Aurelia zasnęła, a Jane wyprostowała się i odwróciła się z zamiarem powrotu do własnej sypialni.
Zamarła widząc w drzwiach Draco.
— Nie wiem, czy Hermiona powiedziała ci, ale nocuję, by doglądać Aurelii, aż Hermiona w końcu dostanie zasłużony wypoczynek — poinformowała go kobieta, patrząc mu prosto w oczy. Draco spojrzał za nią na swoją leżącą córkę, po czym wrócił do swojej teściowej.
— Nie musisz. Zajmę się dziś Aurelią. Po prostu wróć jutro o szóstej, bym mógł przygotować się do pracy.
Jane zmarszczyła brwi, chcąc powiedzieć coś, jednak przemyślała to i w zamian po prostu odparła:
— Jesteś pewny?
— Tak — odpowiedział mężczyzna, wchodząc w głąb pokoju, gdzie znajdowało się łóżeczko Aurelii. Spoglądając na śpiące dziecko, nie mógł się powstrzymać, od pogłaskania jej miękkich, blond włosów, jego blond włosów.
— Draco, muszę zapytać... Wiesz, jak się zająć Aurelią? — zapytała Jane, trąc swoje ramiona i Draco mógł tylko zgadywać, czy to z powodu zimna, czy nerwów.
— Kiedy się obudzi, wystarczy ją nakarmić lub zmienić pieluchę. Uśpić ją i pozwolić spać. Będzie dobrze. Widziałem, jak Hermiona to robi, odkąd tylko urodziła się mała.
— Nie sądzę, że... W porządku. Jeżeli nalegasz.
Draco nie odpowiedział.
— Dobrze, w takim razie wracam do domu. Chcesz, bym przyszła o szóstej, tak? — zapytała.
— Jeżeli możesz — przytaknął Draco.
— Tak, tak, nie ma problemu. Chciałam, tylko by Hermiona się przespała. Boję się, że jeżeli się nie wyśpi, jej katar tylko się pogorszy.
Mężczyzna ponownie przytaknął, będąc już jakby nieobecnym. Oderwał się, zanim zdążyła otworzyć drzwi.
— Zatrzymaj to dla siebie.
Kobieta przystanęła i spojrzała na Draco.
— To, że zajmiesz się Aurelią? Dlaczego?
— Po prostu. — To było jego jedyna odpowiedź.



Niedziela, 29 maja
Draco wszedł do sypialni; znalazł Hermionę w łazience, do której zostały otwarte drzwi, dzięki czemu mogła słyszeć Aurelię. Leżała na plecach na swojej dziecięcej macie, przy której połączone były dwie belki, znajdujące się po jej przeciwległych końcach i krzyżujące na środku. Bawiła się małymi, kolorowymi wróżkami, którym migotały skrzydełka oraz pofałdowanym materiałem swojej błyszczącej sukienki. Zabawka, która również grała, całkowicie pochłonęła Aurelię, która wpatrywała się jak zaczarowana w świecące skrzydełka, które zmieniały kolory. Kiedy ustała muzyka, Aurelia gwałtownie poruszała swoją rączką, powodując, że wróżki zaczęły się od siebie odbijać, ponownie włączając tym samym muzykę. Gaworząc z zadowolenia, ponownie skupiła się na kolorach.
Kierując swą uwagę na łazienkę, Draco wszedł do niej, znajdując Hermionę w wannie; piana zakrywała jej nagie ciało. Była odwrócona plecami do drzwi, włosy miała wysoko upięte w niedbałego koka, co pozwoliło mężczyźnie podziwiać jej nagą skórę szyi, zanim kobieta całkowicie się zanurzyła. W pomieszczeniu unosiła się para; skóra Hermiony dalej była jednak gładka i delikatna pod powierzchnią wody.
Nagła potrzeba, by pocałować jej kark, wstrząsnęła nim, a i tak była niczym w porównaniu do tego, co doświadcza, będąc z nią.
Odchrząknął, wyrywając tym Hermionę z zamyślenia. Jej głowa odwróciła się w jego kierunku, a na twarzy malowała się dezorientacja i zawstydzenie. Bardziej zanurzyła się w wodzie, praktycznie opierając swój podbródek o jej taflę.
— Czego chcesz? — zapytała; jej głos był trochę roztrzęsiony jakby ze strachu.
Draco oparł się o stolik, krzyżując ramiona na piersi; cała jego postura wyrażała rozluźnienie i pewność siebie.
— Musimy przedyskutować sprawę kolejnego dziecka. Preferowałbym tym razem chłopca.
Hermiona przewróciła oczami i oparła głowę o krawędź wanny, skutecznie się od niego odwracając.
— Chcę, byś ponownie zaczęła brać eliksir płodności. Twoje ciało wróciło już do normy, prawda?
Ramiona Hermiony ewidentnie zesztywniały, gdy usłyszała żądanie Draco.
— Chcesz starać się o kolejne dziecko, mimo tego, że twoja córka ma tylko siedem miesięcy?
Mężczyzna wzruszył ramionami, wiedząc doskonale, że nie będzie w stanie tego zobaczyć.
— Za półtora roku będę miał trzydziestkę. Chcę powitać ten dzień, mając pewność, że posiadam syna, który spełni wolę mojego pra-prawujka. Mój ojciec również truje mi głowę, że jako pierworodnego mam cór...
— Niech twój ojciec się nie wtrąca! — eksplodowała Hermiona, odwracając się do Draco, powodując nagłym ruchem, że woda wylała się z wanny. Coś się skręciło w brzuchu Draco na widok, jak jej gorący temperament przejmuje nad nią kontrolę, gdy siedziała naga w wannie, gdzie nie zasłoniła się przed jego oczami czy uwagą.
— Twój ojciec ani razu nie spotkał się ze swoją wnuczką od czasu, gdy się urodziła, z tego samego powodu, z którego ty odmawiasz nawet spojrzenia na nią. Jest dziewczynką! Nie chłopcem! — Hermiona wstała gwałtownie, z jej ciała spływały krople wody. W paru szybkich ruchach sięgnęła po ręcznik i owinęła się nim dookoła, wychodząc z wanny. — Ty i twój ojciec jesteście do siebie bardzo podobni, ale pozwól, że ci coś powiem. Kiedy wybrałeś mnie, kiedy poślubiłeś mnie, panujący i dominujący patriarchat w rodzinie Malfoyów skończył się i jestem bardzo zadowolona z tego, że mamy najpierw córkę, a nie syna. — Kobieta wymaszerowała z łazienki i weszła do dużej garderoby, wyciągając z niej szatę i zakładając ją na ręcznik. Gdy zawiązała ją ciasno wokół talii, puściła ręcznik, pozwalając opaść mu na podłogę. Draco wpatrywał się w niego, a Hermiona była za bardzo wściekła, by móc dostrzec głód widoczny w oczach swojego męża.
— W końcu ty i wasza cała chwała męskiego potomka w końcu zostanie zrzucona z tego wysokiego tronu. Nie wiem i nie rozumiem, dlaczego dla twojej rodziny jest tak ważne, by pierwszym potomkiem był chłopiec. Tylko dlatego, że tak się działo przez ostatnie generacje, nie znaczy, że powinniście brać to za pewnik i automatycznie zakładać, że tylko dlatego, że pierwsza urodziła się córka, macie prawo odrzucić ją, jak...
Hermiona przerwała, czując, jak uderza plecami o główną ścianę garderoby; jej krzyk zaskoczenia został zagłuszony przez usta Draco, całujące ją z agresywną dominacją. Dłonie złapały ją za boki, zsunęły się na biodra i przytrzymały ją, gdy zaczął napierać swoją pachwiną na nią, przytrzymując się jej dla wsparcia. Ustami złapał tak potrzebny wdech i zsunęł je na szyję, gdzie zaczął lizać i ssać skórę. Hermiona zaczęła urywanie czerpać powietrze, zszokowana tą silną, nagłą przyjemnością, którą spowodował jej atak mężczyzny. Jego ręce rozsunęły poły szaty, odsłaniając jej nagie, dalej lekko wilgotne, ciało.  Dłonie natychmiast znalazły jej piersi, zaczęły je równocześnie masować oraz ściskać, wyrywając dzięki temu z Hermiony kolejny jęk; mężczyzna zaczął ssać skórę tuż nad jej bijącym pulsem.
— Co...
Głowa Draco powędrowała z jej karku na piersi, biorąc do ust prawy sutek i narażając go na to samo brutalne traktowanie, jakiego przed chwilą doświadczyła jej szyja. Hermiona była wystawiona na potok różnych emocji, potrzeb, które nagle zaczęły pozbawiać jej kontroli, którą miała przez ponad cały rok. Wiedziała jakoś, gdzieś wewnątrz siebie, że nie powinna pozwalać Draco na to, co robił; nie powinna się odkrywać na poczucie tej jego potrzeby, potrzeby, której używa tylko wtedy, gdy jest mu wygodnie. Wiedziała, że po tym wszystkim, zostanie naruszona jej bariera, którą zbudowała wokół swoich emocji, nadziei na małżeństwo, które spełni jej oczekiwania. Draco przeniósł swoją uwagę na drugą pierś kobiety, dłoń zsunął do jej wrażliwego punktu, trąc go raz, drugi, by po chwili wejść w nią palcem. Jęknęła, a jej krzyk ponownie został zagłuszony przez usta mężczyzny; zapomniała o swoich piersiach, czując, jak jego język zawładnął całą nią. Jego usta brały i brały, i brały, doprowadzając do szaleństwa, jego palce się w nią wsuwały i wysuwały, wsuwały i wysuwały wielokrotnie, bezwstydnie biorąc ją na niewyobrażalne wyżyny. Zakwiliła z przyjemności, którą dały wygłodniałe usta Draco, wzmacniając tylko jej podniecenie.
Rozpadała się w jego ramionach, ciało paliło z niespodziewanej, wszech ogarniającej przyjemności. Gdy walczyła, by powstrzymać swoje szalone uczucia, których doznała po takiej długiej przerwie, odbiła się od ściany, jej plecy wygięły się, wciskając ciało w twarde mięśnie Draco.
Nie mogła się uspokoić, nie mogła nawet dotknąć ziemi, gdy dłoń mężczyzny rozpięła jego spodnie i wyciągnęła erekcję. Jednym zręcznym ruchem zmienił pozycję, by w nią szybko wejść. Oddech Hermiony urwał się, jej ciało, jej krew, jej mózg zaczęły śpiewać z tej pełności i poczucia całości, któremu nie mogła uciec, za każdym razem, gdy kochali się z Draco.
Był szorstki, brutalny, ale pod całą tą powłoką kryła się intensywna potrzeba, którą planował nasycić. Gwałtownie wszedł w nią, mocno i głęboko, wycofując się równie szybko, by po chwili ponownie w nią wejść, wyszarpując z niej jęk.
Ciaśniej, zbiera się, komórka za komórką, pchnięcie za pchnięciem, uprzejmość powoli ponownie zabiera ją na granice przyjemności, skradając się jak wąż gotowy do ataku; napięcie, które czuła groziła, jak zaraz...
Nagłe białe błyski pojawiły się przed jej oczami, gdy jęknęła, z powodu czegoś, co mogło być jej najlepszym orgazmem, który miała kiedykolwiek możliwość przeżyć. Wydawało jej się, jakby latała, bez strachu latania, jakby była gdzieś obok, jakby widziała zapierające w piersiach widoki, uciekając w podświadomość z bagna rzeczywistości.
Spodziewała się, że Draco odwróci się i ponownie odejdzie, zostawiając ją, tak jak robił to do tej pory. Ten jednak został, trzymając ją w potrzasku między swoimi ramionami. Głowę opierał w zagłębienie jej szyi, czuła jego roztrzęsiony oddech na swojej skórze. Zadrżała.
— Draco? — zapytała cicho; głos miała ledwo głośniejszy od szeptu, nie chciała złamać tego dziwnego czaru, który opadł na nich, na niego.
Nie odpowiedział, wybierając milczenie i trzymanie jej nagiego ciała blisko swojego ubranego.
W sypialni Aurelia zakwiliła, nie wiedząc, co się dzieje. Pierwszy raz Hermiona wydawała się rozdarta pomiędzy pozostaniem w jego ramionach, nie wiedziała, czy chce zostać lub czy powinna iść i zobaczyć, co zakłóciło zabawę córeczki.
Gdy ta dalej kwiliła i zaczęła coraz głośniej płakać, z coraz większą desperacją, Hermiona była zmuszona zrobić coś, cokolwiek.
— Draco...
Mężczyzna odsunął się i odwrócił od niej, zapinając spodnie, pozwalając Hermionie ponownie się ubrać. Gdy na nią spojrzał, Hermiona wychodziła przez drzwi, z dokładnie zawiązaną szatą.




Czwartek, 16 czerwca
Hermiona pchała przed sobą wózek z zakupami, w którym na miejscu dla dziecka siedziała Aurelia. Kobieta uśmiechała się, widząc ciekawość jej dziecka, które z szerokimi oczami wpatrywało się w różne kolory i kształty produktów, rodzaje jedzenia, umieszczonych na półkach, które mijały.
— Ładne kolory, prawda, dziecinko? — zagruchała Hermiona, sięgając automatycznie po szampon i odżywkę. Idąc dalej, wrzuciła do wózka pastę do zębów, płyn do mycia twarzy i masło do ciała. Sięgając w głąb kolejnej półki, jej dłoń chciała chwycić ostatni przedmiot z listy, ale zamarła.
Hermiona odwróciła się, by spojrzeć na przedmioty znajdujące się na półce. Jej oczy się rozszerzyły, a w myślach zaczęła liczyć i się zastanawiać. Cofnęła się myślami do pamiętnego dnia i policzyła, ile minęło tygodni.
— Dziecko... — wyszeptała z oczami wyrażającymi zdumienie i szok.




Poniedziałek, 1 sierpnia, 13:58
Hermiona zamknęła folder z ciężkim westchnieniem i odłożyła go na rosnący stos dokumentów znajdujących się po lewej stronie jej biurka. Zwolniła w pracy, ale zrezygnowała tylko o połowę z etatu, dalej była recepcjonistką w klinice rodziców. Zmęczona pozostawieniem samej sobie i w końcu uwierzeniu, że dobrze wpłynie na Aurelię to, że zajmą się nią inni ludzie, Hermiona zawierzyła Molly, że ta zadba o to, by jej córka integrowała się z każdym, kto przekroczy próg domu Weasleyów. Lub drzwi od ogrodu, zależy od rodzaju relacji z kobietą. Dzięki temu nie będzie odludkiem, gdy podrośnie i gdy w nagłych wypadkach Hermiona nie da rady poprosić codziennej niani o pomoc, mała nie będzie płakała, aż jej mama wróci do domu.
Wstając, Hermiona skierowała się ku kuchni, znajdującej się na końcu korytarza. Nalewając sobie wody, zapytała ojca i matki, czy przygotować dla nich kubek herbaty lub kawy.
Nucąc pod nosem, Hermiona dodała do każdej filiżanki trochę mleka, odłożyła karton z powrotem do lodówki i uniosła napoje rodziców. Cofnęła się do recepcji, najpierw jednak zatrzymując się w gabinecie mamy i wręczając jej jedną z filiżanek.
Nagły ból przeszył jej ciało, zaczynając się w dole brzucha i wędrując w górę, wzdłuż kręgosłupa. Skuliła się, opierając wolną rękę o ścianę, pomagając sobie utrzymać równowagę. Ból zaczął powoli przechodzić i kobieta po dłuższej chwili mogła ponownie się wyprostować.
Jednak gdy spróbowała zrobić krok, poczuła kolejny, ostry ból falami atakujący jej ciało, a swoje centrum miał w jej podbrzuszu.
Upuściła trzymaną filiżankę i ścisnęła swój brzuch, dokładnie w momencie, gdy poczuła, jak coś cieknie jej pomiędzy nogami.
— Nie, nie, nie! — zapłakała.
Jej rodzice, słysząc wołanie kobiety, wypadli ze swoich gabinetów i pospieszyli do niej, krzycząc w międzyczasie, by ktoś wezwał karetkę.
W tym momencie Hermionie zrobiło się zimno, poczuła się rozdarta.
Pusta.




Poniedziałek, 1 sierpnia, 15:41
— Przykro mi. Niestety z nieznanych przyczyn poroniła pani. Teraz możemy...
Dalsze słowa były głuchym szumem dla Hermiony, gdy w końcu powiedzieli jej to, co wiedziała od początku. Tylko to potwierdzili, straciła dziecko.
Łzy zaczęły spływać po jej policzkach, gdy szloch ugrzązł jej w gardle; cały stres tych emocji spłynął w końcu na nią.
Draco, siedzący obok niej, wpatrywał się w lekarza, nie widząc go. Wydawało się, że słowa, które usłyszał, jeszcze do niego nie dotarły, zupełnie jak do jego żony. Spojrzał na swoją małżonkę, płaczącą w żałobie i widział, jak pęka jej serce.
Stres całej tej sytuacji uderzył w ich obojga; przyczyną była natychmiastowa potrzeba kolejnego dziecka, męskiego potomka.
Draco pocieszająco uniósł dłoń i położył ją na plecach Hermiona, delikatnie gładząc ją.
— Przepraszam — wyszeptał łamiącym się głosem.




Czwartek, 27 października
Draco wszedł do sypialni, zdejmując krawat i zrzucając marynarkę. Pokój był ciemny, nie paliły się żadne światła, dlatego, dopiero gdy ponownie do niego wrócił po swojej krótkiej wycieczce do łazienki, zobaczył, co tak naprawdę było nie w porządku w jego dobrze udekorowanej, dojrzałej sypialni. Stał tak, nagi od pasa w górę, wpatrywał się w łóżko i nawet brak świateł nie mógł zatrzymać go, od zobaczenia tego, co jest tuż przed nim.
Lampka, znajdująca się na stoliku nocnym, została zapalona, a światło rozjaśniło ciemny pokój. Draco musiał parokrotnie mrugnąć, by się przyzwyczaić do nagłej jasności.
— Co robisz? — zapytał.
— Chciałeś dziecka, prawda? — odpowiedziała Hermiona, wzruszając ramionami.
Zgadza się, Draco chciał dziecka, ale przez jej poronienie, które było dwa miesiące temu, ponownie przemyślał, jak szybko chciałby kolejne. Hermiona jednak leżała przed nim, ubrana w coś, w co zazwyczaj ubrane były jego kochanki.
Prowokacyjnie.
— Wstań.
Hermiona wstała powoli, rzucając w jego kierunku najbardziej dziwkarski wzrok, jaki potrafiła z siebie wydobyć i podeszła do niego. Draco musiał jej przyznać, że wyglądała o wiele lepiej, niż którakolwiek z jego kochanek mogłaby kiedykolwiek wyglądać.
Mimo jej ubioru dalej miała w sobie to coś, co było naturalne, co było nią, coś, czego nie mogła mu dostarczyć żadna inna kobieta.
Chwyciła jego ramiona i praktycznie rzuciła się na niego. Ustami zakryła wargi mężczyzny,  zapraszały go do wspólnej zabawy.
To było dziwne uczucie, gdy to ona inicjowała pocałunek, szczególnie ten prowadzący do wszystkiego. Do pragnienia kolejnego dziecka.
Draco chwycił ją za ramiona i odepchnął od siebie.
— Idź się przebrać — rozkazał ostro; za ostro, co spowodowało, że Hermiona lekko się zatoczyła, a z jej twarzy biło zranienie. — Nie. Wiem, dlaczego to robisz; do niczego nie dojdzie. Zaczekajmy jeszcze trochę.
— Nie chcesz kolejnego dziecka? Syna? — wykrztusiła kobieta, owijając wokół siebie w obronnym geście ramiona.
— Nie. Tak. Ale nie teraz.
— Co? Dlaczego? — zażądała odpowiedzi Hermiona; jej ból, tak jak zawsze, zmienił się w złość. — Jestem nagle odpychająca? Masz mnie dość, dlatego przestałeś już mieć nadzieję, że dam ci syna? Czy poronienie to jedyna rzecz, jaką widzisz, patrząc na mnie?
Draco zaprzeczył ruchem głowy, otwierając swoje usta, by coś powiedzieć.
— Nie... To ja, tak? Obwiniasz mnie o to poronienie, prawda? Myślisz, że jeżeli w ogóle spróbujemy ponownie, znowu skończy się tak samo?
— Nie! — w końcu zdołał ją przekrzyczeć. Złapał ją za ramiona, potrząsając nią i zmuszając do zamilknięcia. — Nie! Nigdy! Nie obwiniam cię, Hermiono.
Jednak kobieta zaczęła szlochać, kręcąc w zaprzeczeniu głową, dalej przekonana, że Draco ją obwinia — tak, jak ona obwiniała siebie.
— Nie, Hermiono... Ja nigdy... nie.
Dalej płakała, kręcąc głową i mrucząc przez łzy, że to wszystko jej wina.
— Hermiono.... Hermiona, nie. Posłuchaj mnie! — krzyknął Draco, zaskakując tym Hermionę, do tego stopnia, że tylko bezgłośnie płakała. — Nie obwiniam cię za poronienie. Obwiniam siebie za zbyt mocne naciskanie cię, za stres, jaki spowodowałem ciągłym naciskaniem na ciążę, gdy urodziłaś nie tak dawno, niecały rok, prawda? Hej, twoje ciało nie było jeszcze gotowe na kolejne dziecko i poronienie było jedynym sposobem, dzięki któremu mogło ci to powiedzieć! Więc nie, nie obwiniam cię i spróbujemy ponownie, ponieważ wiem, że następnym razem się uda. — Draco zatrzymał swój monolog, by złapać oddech, uspokoić się, zanim kontynuował. — Spójrz, po prostu poczekajmy jeszcze parę miesięcy i wtedy ponownie spróbujemy. Twoje ciało do tego czasu powinno być gotowe do noszenia kolejnego dziecka, tym razem pełne dziewięć miesięcy.
Hermiona jakby uspokoiła się pod wpływem słów, które płynęły z jego ust, wpatrywała się w swojego męża. Zaskoczył ją nimi, tym, że normalnie rozmawiają, że są to najmilsze, najbardziej opiekuńcze słowa, jakie usłyszała od niego od początku ich małżeństwa.
Zaczęła ponownie płakać, ponieważ wiedziała, że to wszystko kłamstwo, że powiedział to tylko dlatego, by się uspokoiła, ale cóż, nie mogła. Czuła się pusta i tak nieprzygotowana, by być ponownie matką.
Draco westchnął i nieporadnie ją przytulił, gładząc plecy kobiety, kierując ją ku łóżku. Powoli położył ją na nim i okrył kołdrą, zupełnie jakby powinno jej być zimno.
Kiedy chciał się odsunąć, Hermiona zatrzymała go, mocno trzymając go za pasek spodni.
— Nie... proszę... — wyszeptała z czerwonymi i zapuchniętymi oczami; jej twarz świeciła i kleiła się od łez. Wyglądała okropnie i Draco tak bardzo nie chciał zrobić tego, o co go prosiła.
— Draco...
Westchnął ponownie, odsuwając się, by zdjąć spodnie, zostawiając na sobie tylko bokserki, po czym wsunął się obok niej do łóżka. Chętnie i szybko, kobieta przytuliła się do niego i schowała swoją twarz w jego klatkę piersiową; jej płacz powoli ucichł. Niepewnie i jakoś dziwnie, ramiona Draco oplotły Hermionę i oddały uścisk.
Jak na razie, była to najgorsza noc, jaką przeżyli...
A w jakiś sposób, była najlepszą.



Wtorek, 10 kwietnia, czwarty rok małżeństwa.
Hermiona wzięła głęboki oddech i spojrzała na swój odkryty, rozciągnięty, trzymiesięczny, ciążowy brzuch.
— Gotowi? — zapytała pielęgniarka.
— Co, jeżeli to kolejna dziewczynka? — zapytała Hermiona, patrząc na Draco.
Mężczyzna odwzajemnił spojrzenie, unosząc jedną brew, jakby wzrokiem pytał ją „Czy naprawdę chcesz o tym teraz rozmawiać?”, po czym skinął na pielęgniarkę.
— Tak — odpowiedział.
Kobieta wymruczała czar i skierowała czubek różdżki na brzuch Hermiony. Hermiona poczuła tylko lekkie mrowienie i chłód.
— I? Chłopiec czy dziewczynka?
— Jeszcze chwilę — odpowiedziała jej pielęgniarka, nie odrywając oczu od brzucha ciężarnej. Powoli, kolor skóry zaczął się zmieniać.
Oczy Hermiony rozbłysły, obserwując odgrywający się przed nią spektakl.
— Drodzy państwo, gratuluję synka!

rozdział 1, rozdział 2, rozdział 3, rozdział 4, rozdział 5, rozdział 6, rozdział 7, rozdział 8, epilog


***

Mam nadzieję, że ten rozdział się Wam spodobał :) Muszę się przyznać, że pierwszy rozdział bardzo mnie boli. Mam wrażenie, że autorka nie mogła wpaść na pomysł, jak ich razem związać i wyszło to. Jednak dalsza relacja bardzo mi się spodobała, tłumaczę dalej! Do zobaczenia 2 czerwca o 19:00!

7 komentarzy:

  1. Ta historia jest piękna! Wciąga już od pierwszych zdań. Naprawdę jestem pod wrażeniem rozwoju relacji Hermiony i Draco. Ich sceny erotyczne są gorące, a jednocześnie opisane z wyczuciem. Fakt, pomysł z małżeństwem lekko kiczowaty, ale to właściwie tylko otoczka. Sama historia zdecydowanie ma potencjał, a autorka przemyślała, co chce stworzyć. Pod koniec niemal się wzruszyłam, chociaż parcie na męskiego potomka jest straszne. Ale widzę, że Draco zaczyna się przełamywać...
    Bardzo dobre tłumaczenie, gładko i naturalnie się czyta. Czekam na więcej ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne opowiadanie!!!! Pod koniec widać tę zmianę Draco. Naprawdę wygląda to na bardzo przemyślane postacie z charakterem. Najgorsze jest tylko, że musimy czekać kolejny miesiąc na nowy rozdział. Technicznie nic do zarzucenia, czyta się bardzo przyjemnie, dobry styl. Oby tak dalej ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Zatraciłam się. Nie jestem w stanie nic powiedzieć... Obłęd.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rowniez sie zatracilam... Opowiadanie jest cudowne, tlumaczenie także. Tylko..., czy ten czas musi tak lecieć?

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Każde zdanie powoduje u mnie szeroki uśmiech oraz jest motywacją do dalszej pracy :)