2016/10/10

[T][M] Te amo [WITHOUT A TRACE] [Danny/Martin]

Kiedy po raz pierwszy te słowa zostały wypowiedziane, były hiszpańskim szeptem, gdy Martin poruszał się w Dannym.
 
TYTUŁ: Te amo
AUTOR: Lillyjk || TŁUMACZ: Rzan. || ZGODA: jest
FANDOM:
Without a trace  || PAIRING: Danny/Martin [Martin Fitzgerald/Danny Taylor]
OSTRZEŻENIA:  set in Season 3, some details of Off the Tracks || STATUS: miniaturka || BETA: Magayasou 

Znalezione na photobuckerze Fata_Puffetta


Kiedy po raz pierwszy te słowa zostały wypowiedziane, były hiszpańskim szeptem, gdy Martin poruszał się w Dannym.
Te amo dołączyło do znanej litanii quiero i tan bueno, i ahora. Martin po prostu uśmiechnął się wtedy w szyję Danny'ego, ponieważ jego partner zawsze zapomina angielskiego, kiedy jest na krawędzi orgazmu. Martin w szkole uczył się niemieckiego, nie hiszpańskiego, ale potrafi zrozumieć emocje i uczucia w chcę i tak dobrze, i teraz. Te amo było tylko kolejną frazą, kolejnymi słowami, które uciekały z ust Danny'ego, jak u poety, i prawdopodobnie Danny kochał Martina, kiedy byli owinięci wokół siebie, skóra przy skórze, nic pomiędzy nimi tylko pożądanie, pragnienie i połysk potu...
Martin nigdy nie pozwolił sobie na rozpamiętywanie te amo, kiedy był sam. Nigdy nie pozwolił sobie zauważyć, że Danny mówił to coraz częściej, i częściej też są zaplątani w siebie, ciała poruszające się jak jedno. Nigdy nie pozwolił, by gnębiły go noce, kiedy nie słyszał tego szeptu. Tylko raz odważył się wypowiedzieć te słowa głośno, wyszeptać je do swojej refleksji w lustrze udając, że to Danny je wymówił. Słowa były ciężkie, niezgrabne i Martin musiał się wyśmiać za swoją własną głupotę, za to, jak się zadurzył w Dannym zupełnie jak jakaś czternastolatka!
Przez większość czasu Martin starał się ignorować sposób, w jaki słowa, co jakiś czas wracały w jego myślach. To, co miał wraz z Dannym, nie było miłością. Było po prostu pożądaniem. To było wygodne rozwiązanie pomiędzy przyjaciółmi, starającymi się rozładować stres związany z pracą, seks bez zobowiązań dla ludzi, którzy nie mają czasu na prawdziwe relacje, z randkami i tym wszystkim, co się z nimi wiązało. Mniej kłopotliwe od Sam, prostsze na każdym poziomie.
Ten pierwszy raz, kiedy przekroczyli linię pomiędzy przyjaciółmi a kochankami, odbył się w ferworze rozdartych ubrań, posiniaczonych pocałunków, a płynąca w nich adrenalina zamieniła się w seks. Martin w końcu rozpoznał zaproszenie w oczach Danny'ego, pochylając się w stronę tego, spotykając usta z ustami, język z językiem. Nigdy o tym nie rozmawiali, ale wpadli w prosty schemat — brutalna sprawa pociągała za sobą brutalne pieprzenie. Tylko pożądanie  powtarzał sobie Martin. Nie doszukuj się w tym niczego i na miłość boską nie mów o tym! — Był pewny, że całe to ich rozwiązanie rozpadnie się przez analizowanie.
Więc stał się ignorować, kiedy schemat się zmienił i szybkie pieprzenie zmieniło się w noce na sofie podczas oglądanie telewizji oraz kłótnie, o to, co zamówią na wynos. Starał się ignorować, kiedy pieszczoty zamieniły się w dyskusje o polityce, sporcie i o tym, jak Rescure Me może być śmieszne oraz smutne w ciągu trzydziestu sekund oraz jak obaj odrobinę boją się w tym dobrym sensie, Viv.

Te wszystkie rzeczy nie znaczą miłości lub nie tego rodzaju miłości, co Martin pamiętał. Podczas złego dnia miłość wymagała zbyt dużo do spełniania, oskarżycielskie spojrzenia i zaufanie, na które trzeba sobie zapracować. Podczas dobrego dnia była amerykańskim marzeniem, domem z białym płotkiem, dziećmi, nie wspominając o psie. I nieważne, czy Martin miał dobry, czy zły dzień, to co miał z Dannym, nie wpisywało się w jego definicję miłości.

Dopiero parę miesięcy później, kiedy zaginął Raffi, a Danny prawie się załamał, Martin zaczął ponownie definiować miłość. Podczas podróży na stację, mężczyzna siedział skulony wraz z bratem na tylnym siedzeniu, cały czas powtarzając tylko Te amo, te amo, wszystko będzie w porządku, Raffi. We wstecznym lusterku dostrzegł Danny'ego, jego mizerną od braku snu twarz; słyszał, jak jego głos drży z ulgi, ale też i żalu.

Tej nocy, kiedy padli na łóżko ręce Martina delikatnie płynęły po ciele Danny'ego, zapamiętując każdy cal skóry. Nie było seksu, po prostu komfort i Danny w końcu pozwolił spłynąć łzom. Martin trzymał go, gdy ten tulił się do jego klatki piersiowej; długo tak leżeli, rozbudzeni, aż w końcu Danny poddał się wykończeniu i zasnął. On za to leżał w ciemności i myślał o słowach, myślał o Dannym, mówiącym te słowa oraz o tym, czy mógł również je wypowiedzieć.

Obudził się bez tchu, usta Danny'ego na jego udzie, ręce wciskającego go w materac. Danny poruszył się nad nim, skóra złota, ciemne oczy… Jego dłonie wplotły się we włosy Danny'ego, podciągając go do pocałunku i wkrótce po tym Danny był pod nim, a hiszpańskie słowa uciekały spomiędzy jego ust wraz z jękami i westchnięciami. Martin czekał na te amo, ale tej nocy, Danny tego nie powiedział. Nie powiedział tego też następnej nocy. I żadnej kolejnej, które minęły w rozmyciu skóry, ciepła i komfortu.


Kolejnym razem, te słowa wypowiedziane były po angielsku, wykrzyczane Danny'emu w twarz, kiedy to Martin przyszpilił go do podłogi.

Zasadzka nie poszła po ich myśli, podejrzany o morderstwo ubiegł od reszty zespołu, kiedy Martin próbował uspokoić Danny'ego. Jack rozkazał im zaczekać na ratowników, ale nie, Danny nie mógł być przebadany później, miał być przebadany teraz. Sprawa została zamknięta, a rana na skroni Danny'ego jasno świadczyła o tym, jak blisko znalazł się śmierci.

Więc kiedy czekali w magazynie, Danny odmówił spokojnego siedzenia w miejscu. Jego długie nogi włóczyły się po podłodze, gdy chodzi od jednej ściany do drugiej. Martin mógł poczuć, jak gniew wibruje od Danny’ego, gniew na podejrzanego, gniew na Jacka, gniew na niego za słuchanie rozkazów i niepowiedzenia Tak, Danny, masz racje, powinniśmy tam być, próbować znaleźć go przed tym, jak on znajdzie dziewczynę.

— Musisz się uspokoić Danny. Twoja głowa dalej krwawi. — Słowa Martina były pewne, mocne, jednak on sam czuł się, jakby przebiegł cztery mile. Ten moment, moment strzału, upadający Danny — cały czas powtarzał to w głowie.

— Nie mów mi, bym się uspokoił. Ten skurwysyn ucieka, a my tylko tutaj siedzimy. — Zatrzymał się przed Martinem, dźgając go palcem w pierś. A my tylko tutaj siedzimy.
To dźgnięcie, to stukanie palca o jego pierś było przelaniem fali goryczy, cała złość, zmartwienie wybuchło i Martin odepchnął od siebie Danny’ego. Nie chciał zrobić tego mocno, ale widocznie przeliczył swoją siłę, bo usłyszał, jak plecy mężczyzny uderzyły o ścianę z głośnym, głuchym dźwiękiem. Po chwili on sam został popchnięty w tył, zaczęli się przepychać, co po niedługiej chwili spowodowało, że Martinowi zaczęło brakować tchu. Rana głowy, czy nie, wyciągnął swoją nogę, by podciąć Danny’ego, co spowodowało, że obaj upadli.
Przyszpilił Danny’ego swoim ciałem, które ważyło dobre dwadzieścia funtów, jednak drugi mężczyzna był szybko. Na szczęście dla niego styl walki na ulicy nie mógł równać się z tym, czego nauczył się dzieciak, który był zmuszony bronić się w internacie przed innymi. Mimo wszystko Martin doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dalej góruje nad Dannym, tylko i wyłącznie dlatego, że żaden z nich nie chciał tak naprawdę zranić tego drugiego. Obaj oddychali ciężko, a jego dłonie były oparte o ramiona leżącego mężczyzny.
— Do kurwy nędzy, zejdź ze mnie, Martin — warknął spomiędzy zaciśniętych zębów Danny.
— Nie. — Palce Martina wbijały się w jego skórę, ponieważ, na boga, potrzebował poczuć jej ciepło pod nimi, potrzebował poczuć krew, która pulsowała w ciele mężczyzny.
— Jaki jest twój problem?! — Danny praktycznie już krzyczał, był zdezorientowany i zły jak diabli, głowa zaczęła ponownie krwawić, a cienka strużka krwi zginęła pomiędzy jego włosami. Szamotał się pod Martinem, próbując wyślizgnąć się spod niego; jego dłonie ściskały poły marynarki mężczyzny.
— Mój problem? Mój problem?! — Martin czuł, jak jego twarz czerwienieje, jego głos głośniejszy od Danny’ego i pieprzyć sławną kontrole Fitzgeralda. — Danny, cholera jasna, prawie zginąłeś! Kurwa, kocham cię! To jest moim problemem! słowa były wypowiedziane szybko, gwałtownie, a jego oczy rozszerzyły się, gdy dotarło do niego, co właśnie wykrzyczał Danny’emu w twarz.
Ciało pod nim znieruchomiało, a oczy mężczyzny spojrzały w jego.

— Kochasz mnie, Fitzie?
To nie był sposób, w który Martin sobie wyobrażał, że powie to; nie było żadnego szeptu, żadnych pieszczot do złagodzenia ich siły.
— Tak, Danny. Tak. Kocham cię. — Zbyt późno przypomniał sobie, że od dość długiego czasu mężczyzna nie powiedział mu tych słów. Może nie chciał ich już nigdy więcej powiedzieć.
Jego dłonie na ramionach Danny’ego rozluźniły się, a on sam zaczął się podnosić, odwracając w tym samym czasie wzrok.
Wtedy też ręce Danny’ego objęły go, przyciągając z powrotem w dół. Syreny nadjeżdżających karetek prawie zagłuszyły Danny’ego. Prawie.
— Też cię kocham, Martin, ale masz cholernie złe wyczucie czasu.

2 komentarze:

  1. Kocham teksty, które się tu pojawiają. Już nieważne, że tłumaczenie - fakt, że wybrałaś je i postanowiłaś poświęcić czas na nie. Miniaturka ma swój urok, całość jest pięknie domknięta, nic się nie rozłazi po drodze, a ta ostatnia scena jest zwieńczeniem tego wszystkiego. Mam tylko jedno "ale": Przyszpilił Danny’ego swoim ciałem, które ważyło dobre dwadzieścia funtów, jednak drugi mężczyzna był szybko. <- chyba chodziło o "szybki".

    Pozdrawiam,
    C.

    PS Komentarz trochę niemrawy, ale miałam ochotę na coś krótkiego na wieczór, a że z pewnością zapomniałabym później nadrobić komentowanie... Musi wystarczyć to coś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To coś jest cudowne! Zawsze, gdy widzę maila z informacją o komentarzu od Ciebie, z niecierpliwością wchodzę i od samego początku mam duży komentarz :D

      Błąd zaraz poprawię!:)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Każde zdanie powoduje u mnie szeroki uśmiech oraz jest motywacją do dalszej pracy :)