2015/05/11

[M] Zwykły dzień

Tytuł: Zwykły dzień
Autor: Rzan. (jeanne8917); autor banneru: Arashi

Fandom: j-rock, the GazettE
Pairing: Kai/Uruha
Rodzaj: fluff (wg Puć puchu puchu ;)), można dostać próchnicy!

Rating: K
Status: Miniatura
Beta: autobeta

N/A: tekst ma dobre ponad pół dekady. Dla Puć. Bo chciała na zaraz coś puchatego, nie ważne z kim. A że tylko o nich mogę pisać od zaraz, na poczekaniu... (Uruha, Kouyou - po lewej, Kai - Yutaka, po prawej)





— Yuk-kun... — szepnął Uruha do odwróconego plecami kochanka. Słysząc jako odpowiedź cichy pomruk, pocałował go lekko w nagi bark. — Zróbmy dzisiaj coś, czego dawno nie robiliśmy... — poprosił, nie przerywając obdarzać go motylimi pocałunkami.

— K'you, śpij — odpowiedział na to Kai, wyciągając ramię i, odwracając się, przyciągnął do swojej klatki piersiowej, przytulając tym samym kochanka.

— Ale dzisiaj jest sobota i mamy wolne. — Dalej protestował gitarzysta.

— Tak, jednak jest też dopiero dziewiąta rano. Daj mi jeszcze pospać — odparł lider, nadal nie otwierając oczu.

— Ale ja chciałem do zoo... — Skurczył się w sobie blondyn; zarumienioną z zawstydzenia twarz ukrył w klatce piersiowej partnera.

Na to oświadczenie Kai nie mógł zostać dłużej obojętny. A szczególnie na ten płaczliwy ton.

— Zoo? — zapytał marszcząc brwi.

— Tylko się nie śmiej, proszę – jęknął Kouyou. — Chciałbym zrobić coś, co robiłem jako małe dziecko, wiesz? Matka zawsze zabierała mnie co weekend do zoo; nawet gdy staliśmy się sławni to starała się to robić. Do czasu aż...

— Do czasu aż nie dowiedziała się, że jesteśmy razem? — dokończył za niego starszy mężczyzna. Gitarzysta tylko w milczeniu przytaknął mu skinieniem głowy, nie troszcząc się czy Yutaka to w ogóle zauważy.
— Dobrze, pójdziemy do zoo. Co byś chciał najpierw zobaczyć? — Z westchnieniem poddał się perkusista.
— Naprawdę? — Uśmiech i ta nadzieja w oczach, które dostrzegł Yutaka, wynagrodziło mu dyskomfort spowodowany tylko parogodzinnym snem.
— Mhm — przytaknął Kai. — Więc?
— Misie! Te białe! One są najładniejsze. Pójdziemy tam zaraz? Chodź, szybko — zawołał podekscytowany gitarzysta. Nie mógł się doczekać, aż tam dotrą, dlatego już teraz szykował się do wstanie z łóżka, gdy w połowie ruchu zatrzymały go silne ramiona kochanka. Po chwili usłyszał jak ten mówi miziając nosem jego kark:
— Hej, tygrysie. Zwolnij. Najpierw coś zjedźmy, a później od razu wychodzimy, dobrze?
— To ja przygotuję śniadanie! — zawołał blondyn, po czym, składając szybkiego buziaka na ustach Kaia, błyskawicznie się podniósł i, nie przejmując swoją nagością, udał w stronę kuchni, gdzie zamierzał zacząć robić posiłek.
Perkusista z lekkim uśmiechem pokręcił z pobłażliwe głową bezwładnie opadając plecami na łóżko. Po chwili objął poduszkę, na której czasami spał Uruha (większość czasu wykorzystywał po prostu ramię lub pierś Kaia) i mocno zaciągnął się zapachem partnera. Uwielbiał, jak Kouyou tak beztrosko się zachowuje. Jest wtedy taki szczęśliwy, niczym się nie martwi. Pozwala, by to Kai się nim zaopiekował. Chociaż bywają też takie momenty, gdy to on opiekuje się właśnie liderem. Ile to razy zaciągał go siłą do domu, gdy ten już prawie mdlał nad papierami lub po spotkaniach z producentami?
Mocniej wtulając twarz w poduszkę chciał jeszcze chwilkę się zdrzemnąć, gdy z kuchni dobiegł go głośny hałas. Gwałtownie zrywając się z posłania, w samych bokserkach, pobiegł w stronę skąd dobiegł go dźwięk.
— K'you, w porządku? — zapytał, widząc stojącego na samym środku kuchni, w tylko żółtym fartuchu w niebieską kratę, z płaczliwą miną swojego partnera.
— Nie! — Ten sfrustrowany warknął. — To miał być idealny dzień, a już od samego rana go spieprzyłem. A tak bardzo chciałem ci zrobić śniadanie do łóżka — powiedział, odwracając się do niego tyłem i schylając, by posprzątać. Na to oświadczenia Kai po prostu się uśmiechnął. W tym momencie mężczyzna był po prostu nie tyle co słodki, ale... uroczy. Podszedł do niego szybkim krokiem i przyklęknął.
— Zostaw — szepnął mu do ucha, delikatnie je całując. — Ubierz się, a sprzątanie zostaw mnie. Zjemy na zewnątrz.
— Ale…

— Żadnego „ale”, kocie. Uciekaj się ubrać. – Klepnął go lekko po tyłku i puścił oczko, po czym odwrócił, słysząc jak jego partner opuszcza kuchnię. Zmywając wilgotną szmatką rozlane ciasto na naleśniki rozmyślał o tym jaki jest blondyn. Zawsze potrafił sprawić, by się uśmiechnął, nawet w najgorszym momencie, by poczuł się lepiej, bardziej wypoczęty nawet przez krótką chwilę masażu. Po prostu miał już taką naturalną zdolność. Wyrzucając resztki ciasta do kosza, podniósł się otrzepując z kurzu kolana.

***


Kiedy oboje byli już wyszykowani do wyjścia, gitarzysta odwrócił się, by zabrać kluczyki z kredensu. Został zatrzymany, przez obejmujące w pasie ramiona. Yutaka wtulił swoją głowę w łopatki partnera, po czym cicho wyszeptał.

— Dziękuję...

— Za co? — zapytał speszony mężczyzna.

— Za to, że jesteś. Że nadal, pomimo pięciu lat razem, się starasz. Kocham cię — powiedział delikatnie całując go w kark. Gdy tylko Kouyou usłyszał te słowa to całe jego ciało zalała fala ciepła, a w brzuchu powstało dziwne uczucie. Zawsze tak go tam łaskotało, gdy coś takiego słyszy od perkusisty. W sumie ten nawet do tej pory wiedział, co zrobić, by się zarumienił.

— Ja ciebie też kocham, wiesz?

— Wiem — odparł Kai, po czym nadal obejmując go ramieniem w pasie, wyciągnął za drzwi.

Mimo wszystko, ten dzień zapowiadał się wręcz idealnie i perfekcyjnie.

Zwyczajnie.

8 komentarzy:

  1. Przeczytałam! Gubiłam się w imionach, gitarzystach i perkusistach przez chwilę, ale to raczej normalne dla ludzi, którzy nie interesują się ich muzyką. Uwielbiam takie lekkie miniaturki! Ostatnio ciągle jakieś ciężkie rzeczy czytam, więc to była miła odmiana < 3 Częściej coś pisz! : * Jedynie co, to miałam wrażenie, że czytam o znacznie młodszych ich wersjach niż te 30 lat co mi powiedziałas ; D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie się nie spodziewałam!:D
      Niestety właśnie w tym nieznanie fandomu jest koszmarne :( Postaram się jakoś naprawić to, by było zrozumiałe :)
      Właśnie wiem! Pisząc to miałam taki słodki nastrój! Poważnie xD

      Usuń
  2. OOOOO <3
    Jak słodziachnie :D
    Zespół niestety jedynie kojarzę, ale to w zasadzie nie było jakieś problematyczne, żeby zrozómieć kto kim i co :)
    Trochę gryzło mnie określanie obydwu przez słowa "partner" i "kochanek". Totylko moje osobiste odczucie, ale jakoś tak nie lubię, gdy ktoś używa ich zbyt często.
    Jestem maniakiem jeżeli chodzi o wyszukiwanie błędów. W zasadzie jest już późno, a tekst krótki. Z zadowoleniem czytałam, nie znajdując pomyłek :)
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gisa - dziękuję za zwrócenie uwagi, będę musiała w takim razie ponownie przejrzeć tekst :) Nie chciałam za często używać imion, od blondynów uciekam, a chłopak brzmiał dla mnie zbyt trywialnie :)
      Bardzo się cieszę w takim razie, wiele to dla mnie znaczy, iż te powtórzenia tylko rzuciły Ci się w oczy :)

      Dziękuję i pozdrawiam!
      Rzan.

      Usuń
  3. Bardzo miło sie czyta widać ze wkładasz w to dużo serca pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przebrnelam! Bylo ciężko ale sie udalo. Stwierdzilam ze jednak skusze sie na to opko, bo fluff. A ja lubie slodkie rzeczy. Najlepiej slodkie az zeby bolą :3 i to takie bylo. Chociaż kuło w oczy zachowanie kaczka, tzn Uruhy. Naprawde w zyciu nie widzialam go az tak dziecinnego. Niemniej jednak fajne to było. Urocze, lekkie, slodkie. Przyjemne. Tylko szkoda, ze takie krotkie. Chociaz moze w tym tkwi tez jakiś urok tej historyjki?

    PS sorka za brak polskich znakow... z telefonu pisze a dotykowa klawiatura niewygodna do pisania xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba powinnam dopisać non-canon :D Dzięki za komentarz - tak, też na tym tekście popusułam sobie zęby przez próchnicę, ale on sam się napisał!:D

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Każde zdanie powoduje u mnie szeroki uśmiech oraz jest motywacją do dalszej pracy :)