2015/01/10

[T][Z] Cztery Filary (3/4)


Tytuł: Cztery filary
Autor: OhTex
Zgoda: jest!
Status: Zakończony
Wsparcie: Rasp., Fantasmagoria.~ — dziękuję!:* 
Pairing: Brak, Opowiadanie o Czterech Filarach Hogwartu.
Rozdziały: pierwszy, drugi, trzeci, czwarty.

Puchar


Helga z ledwością mogła cokolwiek dostrzec ponad barem z ciemnego drewna. Nigdy wcześniej nie była w tym pomieszczeniu,, gdzie trzymano beczki i butelki. To właśnie w tym miejscu Flossie, właścicielka, stała, krzycząc na pijanych mężczyzn i śmiała się wraz z ich żonami. Helga szybko zdecydowała, że to wcale nie było tak przyjemne, jak bycie po drugiej stronie i śpiewanie piosenek oraz zbieranie pustych kufli.

— Helga! Dwa piwa!

Dziewczyna podskoczyła i zobaczyła srogą minę Flossie; szczerze, jakoś nigdy nie dodawało jej to motywacji do pracy. Ojciec Helgi nigdy nie lubił tej kobiety, co często powtarzał, jednak Flossie cały czas tam pozostawała i Helga była z tego powodu zadowolona. Kobieta miała ognisty temperanet i przerażające spojrzenie, ale uśmiechała się do Helgi, kiedy nikt nie patrzył, i pozwalała jej śpiewać w karczmie, gdy tylko tego chciała.

Zaniosła Flossie dwa pieniące się kufle, które kobieta odebrała od niej z lekkim uśmiechem, po czym odwróciła się w stronę kobiet i podała je im. Helga oparła łokcie o bar, obserwując jak Walter z farmy, szarpie struny lutni.

Wtedy też, nawet przez ten cały hałas, Helga usłyszała jak otwierają się drzwi. Starsza kobieta podeszła do baru i usiadła przy nim z westchnieniem, gdy odciążyła swoje zmęczone nogi. Jej laska była pokryta rycinami, których Helga nie mogła zrozumieć i zastanawiała się, czy to czasem nie są runy. Kobieta zauważyła spojrzenie i uśmiechnęła się, odsłaniając więcej dziur niż zębów. Sięgnęła do swojego płaszcza i wyciągnęła z niego puchar z czystego srebra.

— Nie stój tak, dziewczyno! Przynieś mi trochę wina.

Helga przez chwilę się wahała, widząc jak Flossie dalej rozmawia z jedną z żon. Wiedząc jednak, że nie lubi ona, gdy się jej przerywa, zdecydowała, że zrobi to o co poprosiła ją staruszka. Przechyliła się i nalała do srebrnego pucharu wina. Kobieta uśmiechnęła się ponownie, ale nie napiła się. Jej uwaga była skupiona na Heldze.

— Ile masz lat, dziewczyno? — zapytała, wiercąc ją wzrokiem o mlecznych oczach.

— Dziesięć i jeden — odpowiedziała bez zwlekania.

Kobieta zaśmiała się, uderzając swoją kościstą dłonią o ladę.

— Dlaczego się śmiejesz? — zjeżyła się Helga.

— Przepraszam, moja droga — powiedziała, wycierając oczy. — Oczywiście, nie ma nic zabawnego w posiadaniu dziesięciu i jeden wiosen.

Helga piorunowała ją wzrokiem, ściskając mocno butelkę wina, jednak ta dalej chichotała pod nosem.

— Kim jesteś? — Głośno zastanawiała się dziewczynka, — Znam każdego w wiosce i nigdy wcześniej cię nie widziałam.

— Również nigdy cię nie widziałam. Nie znaczy to, że nie mieszkasz w wiosce — zaśmiała się.

Helga przez chwilę to rozważała po czym odpowiedziała:

— To prawda. Więc jesteś z wioski?

— Jesteś dość dziwaczną dziewczynką, prawda? — Kobieta wyciągnęła dłoń, by dotknąć i pogładzić pokrytą runami laskę. — Po prostu żyję na zewnątrz. Ludzie zwą mnie Nain.

Helga oczywiście znała to imię, ale nie potrafiła powiedzieć skąd.

— Och. Co robisz?

— Pomagam tym, którzy są w bólu. — Kobieta szczeknęła kolejnym śmiechem.

— Jesteś uzdrowicielką? Robisz mikstury i lekarstwa? — rozjaśniła się dziewczynka.

— Między innymi. Czasami ludzie nie mogą być uzdrowieni. Czasami ich życzeniem jest szybka i czysta śmierć.

Helga powstrzymała się, by nie cofnąć się od kobiety.

— Zszokowałam cię? — zaskrzeczała Nain.

— N-nie. Wszyscy umrzemy. Wiem to.

— Hmm… — Jej mleczne oczy bacznie wpatrywały się w twarz Helgi.

Drzwi ponownie się otworzyły i wszedł przez nie kulejąc wiejski bard, kierując się w stronę lady. Westchnął i oparł się o nią, a jego szara broda niewyraźnie drżała, gdy oddychał. Helga rozpromieniła się z ulgi, że odciągnie ją od tej dziwnej kobiety.

— Stary Ted! — krzyknęła. — Będziesz dziś śpiewał? Nie widzieliśmy cię tu przez pewien czas.

— Ach. — Bard wyglądał jakby było mu smutno, widząc ją. — Słodka Helga. Boję się, że nie będę mógł zaśpiewać.

— Och, mam nadzieję, że dobrze się czujesz. — Uśmiech dziewczynki trochę zmalał.

Stary Ted westchnął i spojrzał po raz pierwszy na Nain. Nie wyglądał na zszokowanego jej widokiem.

— Jestem zmęczony — powiedział z oczami utkwionymi w kobiecie. — I w bólu.

Nain przez chwilę studiowała go, po czym podsunęła mu swój srebrny kufel. Helga obserwowała to wszystko, odczuwając dziwną chęć wytrącenia go z jego dłoni. Kiedy wypił wino do dna, odstawił puchar z powrotem na ladę.

— Czas iść do domu — powiedziała kobieta.

Mężczyzna przytaknął i ukłonił się Heldze, unosząc swój niechlujny kapelusz, po czym wyszedł z karczmy bez żadnego słowa. Patrzyła za nim jeszcze przez dłuższą chwilę, czując jak ogarnia ją nieokreślony smutek.

— Helga! — Krzyk Flossie spowodował, że wołana podskoczyła. — Przynieś nam ciasto!

Odkładając butelkę z winem, udała się do kuchni. Zatrzymała się jednak nagle i zamrugała. Staruszka zniknęła, nie zostawiając za sobą niczego poza mała kroplą czerwonego wina na ladzie.

* * *

— Już dawno zapadł zmierzch — powiedział Godric, wypatrując przez dziurę w ścianie w kształcie okna.

— Tak — zgodził się z nim Salazar, siadając na małej, drewnianej ławce. — Może powinniśmy skończyć na ten wieczór i odpocząć?

Rowena szybko się zgodziła, sadowiąc się koło Salazara i wznosząc ogień w palenisku pojedynczym machnięciem różdżki. Helga obserwowała ich jak rozmawiali, przechadzając się i sprawdzając to, co już zrobili. Minął tydzień odkąd zaczęli budować Hogwart i w końcu udało im się ukończyć Wielką Salę. Zaczęli nawet budować korytarze prowadzące do niej i wspaniałe, marmurowe schody, które pozwolą dostać się na każde piętro.

Uśmiechnęła się niosąc w ich kierunku olbrzymią misę z gulaszem — ku wielkiej uciesze Godrica. Siedzieli przed ogniem, jedząc ciężką strawę i rozmawiali o przyszłych planach dotyczących szkoły. Konwersacja za każdym razem ją ekscytowała, mimo, że nie poruszali jej pierwszy raz. Rowena mówiła o zbudowaniu wysokiej aż do nieba wieży, Salazar o głębieniu skał, ku ciemnym, twardym kamieniom, a Godric — ku zaskoczeniu wszystkich — również opowiadał o zbudowaniu wysokiej do nieba wieży, ale — jak im szybko powiedział — tylko dlatego, że chciał mieć dobry widok na las i błonia.

Kiedy zjedli, Salazar wyciągnął do podziału bogatą butelkę drogiego wina. Godric już wstawał po puchary, gdy zatrzymała go Helga.

— Może powinniśmy napić się z mojego kielicha — powiedziała, trzymając z uśmiechem nowy, złoty puchar.

Przez chwilę panowała cisza.

— Wydaje się to dobrym pomysłem, ale… — zaczął wolno Godric — dlaczego powinniśmy wszyscy pić tylko z niego?

— Jesteśmy zmęczeni, a to nas orzeźwi. — Uśmiechnęła się.

Nikt z nich się nie ruszył. Westchnęła i odebrała Salazarowi butelkę zanim ten miał szansę ją powstrzymać. Nalała zdrową ilość cieszy, mieszając ją ruchem ręki i podała mężczyźnie. Ten uniósł ciemną brew i wolno od niej odebrał naczynie. Obserwowali go w skupieniu. Kiedy przełknął i przerwał picie uniósł głowę, a jego oczy w zaskoczeniu się rozszerzyły, lekki uśmiech wypłynął mu na twarz.

— Helga, to jest… znakomite!

— Jak smakuje? — Szybko zapytała Rowena.

— Czuję się… jakoś odnowiony… — odpowiedział Salazar, spoglądając do kielicha.

Godric odebrał mu puchar i zabrał z niego głęboki łyk. Zamrugał i spojrzał na Helgę.

— Moje siły wróciły! Byłem tak zmęczony, a teraz czuję się, jakbym mógł w jedną noc zbudować zamek!

— Może powinnaś zachować to do następnego ranka, Helgo? — powiedziała z uśmiechem Rowena. Wskazując czarę zapytała: — Mogę?

— Oczywiście

Helga obserwowała jak jej przyjaciele podają między sobą puchar, śmiejąc się z nowo odzyskanym wigorem. Nie czuła, że jest coś lepszego niż widok jej przyjaciół dogadujących się bez problemu, siedzących tutaj, pośrodku największej przygody, która ich czeka.

Kiedy skończyli jeść, Helga zebrała miski i położyła na stole pustą butelkę po winie. Uśmiechała się, zerkając na puchar trzymany w ręce, gdy głos Salazar zaskoczył ją; ze strachu aż podskoczyła.

— Mogę go zbadać?

Nie potrafiła odmówić, czując dumę, że jej kielich tak bardzo go zaintrygował.

— Oczywiści, proszę — powiedziała podając mu naczynie, obserwując jak bada je w niknącym świetle.

Machnięciem rozświetlił koniec swojej różdżki. Jego blade oczy chłonęły elegancję uchwytów, drobnego, wygrawerowanego borsuka i małych, fioletowych szafirów, które ozdabiały nóżkę kielicha. Spoglądając do środka zmarszczył czoło w konsternacji, na co Helga zdusiła w sobie zarodki śmiechu. Zerkając na nią ponad krawędzią naczynia zapytał:

— Jak to działa? — Kobieta po prostu się uśmiechnęła, powodując tym samym, że Salazar zazgrzytał w irytacji zębami. — Błagam cię… muszę wiedzieć!

Helga zabrała mu z rąk puchar i okręcała go pomiędzy palcami. Nigdy nie potrafiła utrzymać swoich sekretów, ale nie mogła zaprzeczyć, że ten jeden, mówiący o pucharze, chciała zachować dla siebie. Długo nad nim pracowała i dlatego też uważała, że ona jedyna powinna o nim wiedzieć wszystko. Spojrzała na mężczyznę, widząc jak drga mu szczęka.

— Nie zdradzę ci wszystkiego, ale… powiem, że ten kielich został zrobiony nie tylko dzięki umiejętnościom.

Salazar wpatrywał się w nią, jakby nie mógł uwierzyć w to co mówi.

On nie zrozumie, zorientowała się Helga. Dlatego też posłała mu kolejny uśmiech i zamilkła. Salazar nigdy więcej nie pytał.

Tu byłam, Rasp.

* * *

— Ojcze! Ojcze!

Adam uniósł wzrok znad swojego biurka dyrektora w momencie, kiedy obaj jego synowie biegli w jego kierunku. Natychmiast zapomniał o swojej pracy, gdy owinął wokół nich ramiona, a oni w zamian uczepili się jego szat.

— Miło was zobaczyć, chłopcy. Gdzie jest wasza matka?

— Zbiera jagody — zapiszczał Nicholas, wdrapując się po wełnianej tunice ojca. Mężczyzna uśmiechnął się, podnosząc młodszego go i usadzając sobie na kolanie. Peter jednak nie zwracał uwagi na swojego braciszka, w zamian wpatrywał się w złoty puchar stojący na biurku.

— Co to jest, ojcze?

— Należał do waszej babki — odparł Adam, podnosząc kielich. Oczy Petera rozszerzyły się i wyciągnął dłoń, by dotknąć go swoimi niepewnym, pulchnym palcem.

— Naprawdę, ojcze? To puchar, o którym mówiłeś?

Mężczyzna przytaknął, opierając Nicholasa o swoją pierś i obrócił krzesło tak, aby móc spojrzeć na starszego syna. Przekazał Peterowi puchar, który odebrał go z szeroko otwartymi oczami.

— Co on robi, ojcze?

— Ktokolwiek napije się z niego, nagle odzyskuje całe swoje siły, swoją witalność. Pijący czuje jak ciężar zmęczenia i stresu natychmiastowo go opuszcza.

Peter zamrugał słysząc swojego ojca i ponownie spojrzał na naczynie, by po chwili odłożyć je ostrożnie z powrotem na biurko.

— Babka była bardzo mądra, ojcze.

— Tak, była. — Adam uśmiechnął się, czując jak żal wkrada się w jego serce.

Niedługo później chłopcy uciekli z gabinetu, zachęceni aż za bardzo możliwością zjedzenia świeżo zerwanych jagód. Adam na nich ze smutnym uśmiechem przez okno, gdy biegli przez błonia. Cały czas pamiętał to uczucie, w które wprawił go widok zamku, prawie zbyt dużego, by móc go ogarnąć, gdy po raz pierwszy przekraczał błonia.

— Witajcie, dzieci. Witajcie w Hogwarcie. Jestem Profesor Hufflepuff.

Matka.

Nie przez krew, lecz więź. Osierocona i bez grosza przy duszy, Helga Hufflepuff przygarnęła go i traktowała jak własnego syna.

Adam obejrzał się za siebie spoglądając na drzemiący za nim portret. Siedziała dokładnie w tym samym krześle, co on teraz, a kielich znajdował się dokładnie w tym samym miejscu — zarówno na portrecie, jak i na jego biurku. Podszedł do niego, podnosząc go i sprawdzając.

Gryffindor posiadał swoją odwagę i miecz, Raveclaw — mądrość i diadem, Slytherin — ambicję i medalion.

Jednak z nich wszystkich, to nikt nie potrafił rozgryźć jak działa puchar jego matki.

Magia była złożona i niezwykła. Mężczyzna poprosił czterech uczonych, by przyjrzeli się kielichowi, ale żaden z nich nie mógł go zrozumieć. Jak działał? Wydawało się, że nie było w nim prostego zaklęcia, ale połączony był z cząstką jego matki. Nie było takiego uroku i Adam czuł nieskończoną frustrację przez to. Gdyby tylko ja o to zapytał, zanim umarła.

Jednak mimo wszystko, nie mógł powstrzymać parsknięcia, gdy odkładał gobelin z powrotem na biurko.

Przechytrzyła wszystkich, nawet po swojej śmierci.

Ponownie spojrzał na jej portret. Helga przebudziła się i wpatrywała w niego z psotnymi ognikami w oczach i delikatnym uśmiechem na twarzy.

— Jak cudownie z twojej strony, matko — powiedział samemu się śmiejąc.

Rozdział: pierwszy, drugi, trzeci, czwarty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Każde zdanie powoduje u mnie szeroki uśmiech oraz jest motywacją do dalszej pracy :)